Młody mormoński misjonarz, o którym piszą światowe media, był wczoraj na lotnisku, gdzie ok. godz. 8 wybuchły dwie bomby. W Brukseli przebywał od sześciu tygodni. Na lotnisku wspólnie ze znajomymi odprowadzał 20-letnią przyjaciółkę, Fanny Rachel Clain. Do eksplozji doszło, gdy dziewczyna przeszła przez kontrolę bezpieczeństwa.

 

W wyniku wybuchu Wells i jego dwóch znajomych zostało rannych, natomiast 20-latce nic się nie stało. 19-latek ma zerwane ścięgno Achillesa, rany od odłamków oraz oparzenia drugiego i trzeciego stopnia na twarzy i rękach. Obecnie przebywa w szpitalu, gdzie przejdzie operację rekonstrukcji ścięgna.

 

- To trzeci atak terrorystyczny, który przeżył - powiedział w rozmowie z ABC News Chad Wells, ojciec Masona. - Żyjemy w niebezpiecznym świecie, nie każdy jest dobry i kochający - dodał.

 

 

Mężczyzna przypomniał, że jego syn był przecznicę od mety maratonu w Bostonie, gdzie w 2013 roku dwóch czeczeńskich braci zdetonowało ładunki wybuchowe domowej roboty. Zginęły wówczas trzy osoby, a 264 zostały ranne. Nastolatek przebywał także z wizytą w Paryżu w listopadzie ubiegłego roku, podczas tamtejszych ataków. Zamachowcy zabili wtedy 137 osób, w tym 87 w teatrze Bataclan.

 

- Syn powiedział nam, że był bardzo blisko wybuchu na lotnisku. To błogosławieństwo od Boga, że żyje - zaznaczył ojciec.

 

We wtorkowych zamachach w stolicy Belgii zginęły 34 osoby, a ponad 200 zostało rannych. Władze mówią o czarnym dniu dla kraju. Belgijski rząd zarządził trzydniową żałobę narodową. Do przeprowadzenia zamachów przyznało się Państwo Islamskie. 

 

abcnews.go.com, nydailynews.com