Informację o sposobie złamania zabezpieczeń przekazały Departamentowi Sprawiedliwości "osoby trzecie" - zaznaczono w komunikacie. W związku z tym przewidziana na wtorek w Riverside w Kalifornii rozprawa z udziałem przedstawicieli Apple i FBI jest odroczona do 5 kwietnia - podkreślono.

 

Rozprawa miała dotyczyć złożonego przez firmę Apple odwołania od decyzji sędziego Sheri Pyma z Kalifornii, która nakazywała korporacji opracowanie programu umożliwiającego agentom FBI zbadanie zawartości iPhone'a 5C, należącego do Syeda Rizwana Farooka, jednego z zamachowców odpowiedzialnych za masakrę z 2 grudnia w San Bernardino. Zginęło wówczas 14 osób. Władze uważają, że za atakiem stało Państwo Islamskie.

 

Firma Apple złożyła odwołanie od decyzji sędziego po precedensowej decyzji sądu w Nowym Jorku w podobnej sprawie. Na początku marca sędzia sądu federalnego w tym mieście orzekł, że Apple nie jest zobowiązany do pomagania organom federalnym wbrew swej woli i w konsekwencji nie musi odblokować dostępu do telefonu osobistego człowieka podejrzewanego o handel narkotykami.

 

FBI podzieli sie wiedzą?

 

Reprezentujący Apple adwokat powiedział po ogłoszeniu odroczenia rozprawy, że firma nie ma żadnej informacji na temat technicznych rozwiązań, które miałyby umożliwić FBI złamanie zabezpieczeń. Wyraził też nadzieję, że służby podzielą się informacjami wskazującymi na ewentualne luki w oprogramowaniu, jeśli sprawa zniknie z wokandy. Jeśli natomiast będzie kontynuowana, firma zamierza zbierać dowody potwierdzające naruszenie zabezpieczeń.

 

W artykule opublikowanym w poniedziałek grupa naukowców z Uniwersytetu Johna Hopkinsa w Baltimore udowodniła, że do programu aplikacji iMessage wkradł się błąd na poziomie kodu źródłowego tzw. bug, który otwiera drogę do złamania zabezpieczeń. Artykuł został opublikowany dopiero po wprowadzaniu i rozesłaniu stosownej aktualizacji przez Apple.

 

Dyskusja o granicach prywatności

 

Sprzeciw Apple'a wobec decyzji sądu, która mogłaby naruszyć politykę prywatności firmy, wywołał w USA dyskusję na temat granic prywatności i bezpieczeństwa narodowego. Firma, mająca swoją siedzibę w kalifornijskim Cupertino, argumentowała, że złamanie zabezpieczeń naruszyłoby zaufanie panujące między Apple i klientami oraz spowodowałoby straty wizerunkowe.

 

Telefony iPhone zabezpieczane są specjalnym kodem znanym tylko właścicielowi. Kilkakrotne wprowadzenie błędnego kodu powoduje trwałe zablokowanie telefonu.

 

PAP