Fabian Pachowicz miał 26 lat. Pracował jako ochroniarz w jednej z wielkopolskich agencji ochrony. To właśnie w pracy w 2014 roku poznał miłość swego życia. Jak powiedział rodzicom, miłość poważnie chorą.


- On mi szczerze opowiedział, że ona jest bardzo chora, że ma raka wątroby, już ma przerzuty na trzustkę – mówi Grażyna Pachowicz, mama Fabiana.


- Fabian zbierał nawet pieniądze, wiem że występował do jakiś fundacji o wsparcie. To wyraźnie wskazuje, że był manipulowany, że dziewczyna jest ciężko chora – twierdzi Ryszard Rączkowski, przyjaciel rodziny Pachowiczów.


- Ostatnie pieniądze, o jakie prosił to 70 000 zł, bo ona znalazła znachora, który ją wyleczy – dodaje Grażyna Pachowicz.


Był przekonany, że ukochana nie żyje


25 stycznia ubiegłego roku Fabian poszedł do pracy na nocną zmianę. Tuż po godzinie 19.00 padł strzał.


- Pobrał broń, przeszedł do innego pomieszczenia i strzelił sobie w serce – opowiada Franciszek Szklennik, dziennikarz "Głosu Wągrowieckiego".


- Fabian zostawił list pożegnalny, w którym napisał: "Po śmierci mojej ukochanej straciłem całkowity sens życia. Walczyłem ze wszystkich możliwych sił, żeby jej pomóc. Niestety nie udało mi się. Kiedy odeszła, wiedziałem, że nie chcę już żyć" – cytuje list syna Grażyna Pachowicz. - Fabian umierał z przekonaniem, co wynika z tego listu, że jego ukochana nie żyje – dodaje.


Zdaniem Ryszarda Rączkowskiego, przyjaciela rodziny Pachowiczów, Fabian musiał dostać jakąś tragiczną wiadomość, że "coś się z tą panią stało i to było powodem targnięcia się na życie".


Milion złotych w spadku


- Nie było żadnej choroby, jak ta pani powiedziała, oprócz kataru, nigdy na nic nie była chora – dodaje mama Fabiana.


Matka ukochanej Fabiana, w rozmowie z reporterem "Interwencji", przyznała, że jej córka nie chorowała na raka. Zapytana o to, dlaczego mężczyzna zbierał pieniądze na leczenie swojej przyszłej żony, odparła: - On miał wypadek, on się leczył psychiatrycznie. 


Po śmierci Fabiana okazało się, że oprócz listu, młody mężczyzna zostawił też testament. Miał spory majątek, bo rok przed śmiercią rodzice wybudowali dla niego duży lokal gastronomiczny. Wraz z działką wart jest około miliona złotych.


- Syn dwa dni przed śmiercią zapisał w testamencie wszystko dzieciom tej kobiety - mówi Grażyna Pachowicz.


Prokuratura umorzyła postępowanie


Sprawą zajęła się prokuratura. Ustaliła, że Fabian i jego ukochana tylko w ostatnich 3 tygodniach życia mężczyzny wymienili miedzy sobą 100 połączeń telefonicznych i 1200 SMS-ów. Ostatnie połączenie z numerem kobiety miało miejsce półtorej godziny przed samobójstwem. Kobieta zeznała jednak, że nic ich nie łączyło. Prokuratura uwierzyła.


- Nasze postępowanie nie dostarczyło nam tutaj podstaw do wysnucia wniosku, iż ktokolwiek namawiał czy też nakłaniał pokrzywdzonego do odebrania sobie życia – informuje Magdalena Mazur-Prus, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.


- Prokuratura po prostu krótko i zwięźle umorzyła postępowanie, uznając, że to zawód miłosny, a to nie był typowy zawód miłosny, to coś więcej za tym się kryje. W dniu samobójstwa rozmawiali około 17 minut. Ona stwierdziła, że to była rozmowa o lutownicy - mówi matka Fabiana.


Sąd: sms-y bez znaczenia


Reporterzy "Interwencji" chcieli porozmawiać z ukochaną Fabiana. Mimo wielu prób kobieta nie chciała nic powiedzieć.


Rozżaleni rodzice zaskarżyli decyzję prokuratury do sądu. Poprosili o odczytanie SMS-ów. Sąd jednak sprawę śmierci Fabiana zamknął. Uznał, że nie ma znaczenia kto i co mu pisał.


- Ja jej życzę 100 lat życia, nawet więcej, tylko żeby musiała szykować rzeczy swojemu synowi do trumny. To jest ciężkie, nikomu tego nie życzę, ale jej życzę – rozpacza Ryszard Pachowicz, tata Fabiana.

 

Interwencja