Za odwołaniem szefa resortu zagłosowało 177 parlamentarzystów, a od głosu wstrzymało się 27. W sumie głosowało 433 posłów.

 

Długa sejmowa debata


Dyskusję w Sejmie na temat przyszłości Błaszczaka po godzinie jedenastej rozpoczął poseł PO Marek Wójcik, przedstawiciel wnioskodawców. - Szef MSWiA Mariusz Błaszczak sprawuje swoje obowiązki od czterech miesięcy, ale nigdy w historii w tak krótkim czasie żaden minister nie dał tylu powodów do odwołania - uzasadnił w Sejmie Wójcik wniosek o wotum nieufności wobec ministra.

 

- To pierwszy tego typu wniosek w tej kadencji - dodał polityk.

 

Niezweryfikowany komendant

 

- Pierwszym powodem, dla którego przedłożyliśmy wniosek, są okoliczności związane z powołaniem inspektora Zbigniewa Maja na stanowisko komendanta głównego policji (w grudniu 2015 roku - red.) - powiedzial Wójcik. Poseł zarzucał Błaszczakowi, że nie została sprawdzona przeszłość byłego już szefa policji.

 

- Minister nie sprawdził, czy jego kandydat daje gwarancję, że będzie właściwie wykonywał obowiązki komendanta - dodał polityk PO, a tłumaczenia Błaszczaka, który zrzucił odpowiedzialność "za własna decyzję na opozycję" były w jego odczuciu "absurdalne".

 

Wójcik chwalił także dokonania rządu PO-PSL w kwestii pracy policji. - Warto przypomnieć, że w momencie, w którym minister Błaszczak obejmował stanowisko, poziom bezpieczeństwa w kraju i ocena pracy policji były bardzo dobre. W ostatnich 8 latach odsetek Polaków czujących się bezpiecznie w naszym kraju wzrósł z 53 do 66 proc., a liczba przestępstw spadła z 1,15 mln w 2007 roku do 830 tys. w 2015 - argumentował.

 

"Szalone tempo" zmian w policji

 

Wójcik zauważył także, że inspektor Maj wymienił kadry policyjnego wysokiego szczebla w ciągu miesiąca. Według niego, nie jest możliwe przygotowanie następców w tak krótkim czasie. - To jest szalone tempo zmian - mówił, zwracając się do premier Szydło.

 

Poseł PO przypomniał także, że zgodnie z dyspozycją ministra Błaszczaka stanowiska w policji mieli stracić funkcjonariusze, którzy służyli w milicji obywatelskiej.

 

- Przy odwoływaniu nie brano pod uwagę oceny ich dotychczasowej służby - zauważył i dodał, że osoby, które dziś pełnią znaczące funkcje, to ludzie, którzy nawet, jeśli zaczynali pracę w Milicji Obywatelskiej, nie byli oficerami. - Ci ludzie byli weryfikowani, te osoby przez 25 lat służyły wolnej Polsce. Zdobywali doświadczenie, polscy obywatele inwestowali w ich kwalifikacje. To kadra oficerska była gwarantem tego, że policja będzie funkcjonowała właściwie - tłumaczył.

 

Apel o odpowiedzialność

 

Wójcik przypomniał o ważnych wydarzeniach, które w tym roku odbędą się w Polsce. - Przygotowujemy Światowe Dni Młodzieży i szczyt NATO. Polityka ministra Błaszczaka prowadzi do tego, że nie mamy gwarancji, że te wydarzenia zostaną przygotowane należycie - mówił.

 

Polityk PO dodał, że odpowiedzialność za bezpieczeństwo Polaków powinna wziąć premier Beata Szydło, która jest przełożoną ministra Błaszczaka. - Szczególnie bolesne jest to, że w służbach podległych MSWiA służy 150 tys. osób. Wszyscy oczekujemy od nich honorowych zachowań, a minister nadzorujący ich pracę nie potrafi przyznać się do błędów i honorowo wziąć za nie odpowiedzialności - podsumował.

 

Komisja przeciwna odwołaniu

 

Po Wójciku na mównicę sejmową wszedł Arkadiusz Czartoryski, przedstawiciel komisji administracji i spraw wewnętrznych, który poinformował, że opinia komisji ws. odwołania szefa MSWiA jest negatywna. Przeciw było 22 posłów, opinię posłów wnioskodawców podzielało 14 parlamentarzystów.

 

Po chwili Czartoryski wrócił na mównicę - już jako przedstawiciel klubu parlamentarnego PiS.

 

- Nazwisko komendanta Maja z ust pana przewodniczącego Wójcika padało chyba kilkadziesiąt razy. Ale powinniśmy mieć świadomość jednego faktu: komendant Maj nie pełni już swojej funkcji. Pan minister Błaszczak podjął decyzję o przyjęciu rezygnacji komendanta Maja. To już historia, Maj jest poza służbą - powiedział.

 

"Zmieniły się standardy"

 

- To różnica między tym, co robi minister Błaszczak, a tym, co działo się wcześniej. Przewodniczący Wójcik, który przez tyle lat przewodził komisji (spraw wewnętrznych - przyp. red.), doskonale zdaje sobie sprawę, że standardy zmieniły się znakomicie. Po powzięciu informacji o sytuacji komendanta Maja minister Błaszczak podjął decyzję o przyjęciu rezygnacji - kontynuował.

 

- Jeżeli państwo (opozycja - przyp. red.) piszecie we wniosku, że jest chaos, to warto sprawdzić, jak wyglądają fakty. Kilkadziesiąt manifestacji tzw. Komitetu Obrony Demokracji. Jak wyglądają? Spokojnie, policja nad wszystkim panuje - tłumaczył Czartoryski. Za rządów PO-PSL według polityka było znacznie gorzej: wymienił m.in. strzelanie do górników czy Marsze Niepodległości 11 listopada.

 

Platforma krytycznie o Błaszczaku

 

- Stwierdzić można, że z komendantami głównymi policji waszego pochodzenia radzicie sobie bardziej cywilizowanie. W 2007 roku waszego komendanta wyprowadzali antyterroryści, a teraz podziękowaliście panu Majowi w sposób bardziej cywilizowany. Szacunek - ironizował Krzysztof Brejza z PO.

 

- Pan minister zapowiadał w grudniu, że w styczniu będzie gotowa ustawa antyterrorystyczna. Mamy połowę marca, ustawy nie ma, do Krakowa na Światowe Dni Młodziezy przyjedzie 2,5 mln osób z całego świata - rozpoczął wyliczanie zarzutów wobec Błaszczaka poseł PO. Dodał, że w Małopolsce, gdzie odbędzie się ta impreza, policja nie ma kierownictwa.

 

Według Brejzy pomyłka ws. Maja to efekt "nienajlepszych" stosunków pomiędzy Błaszczakiem a szefem CBA Mariuszem Kamińskim. - Próbowaliście przekonać opinię publiczną, że Maj zrezygnował z przyczyn osobistych, ale wymusiliście to na nim. Nie wiemy, na jakiej podstawie przekazaliście komendantowi głownemu policji informacje z postępowania karnego, które się toczy - zauważył Brejza i uznał, że odpowiedź na pytanie o kulisy nominacji Maja jest "banalna". - Nie wystąpiliście do Centralnego Biura Antykorupcyjnego (o weryfikację - przyp. red.), ponieważ pozostaje pan w nienajlepszych stosunkach personalnym z panem ministrem kamińskim. CBA mogłoby negatywnie zaopiniować komendanta Maja.

 

Kukiz: za policję odpowiedzialny jest Zieliński


Klub parlamentarny Kukiz'15 poinformował, że w sprawie odwołania Mariusza Błaszczaka nie ma dyscypliny głosowania.


Paweł Kukiz jednak przekonywał, że to wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Jarosław Zieliński jest odpowiedzialny za policję. Jak dodał, w sejmowym głosowaniu nad odwołaniem Błaszczaka wstrzyma się od głosu. - Wstrzymam się od głosu, tylko dlatego, że mam nadzieję, iż (Błaszczak - przyp. red.) przemyśli, czy aby na pewno zrobił słusznie, wskazując na funkcję wiceministra człowieka (Zielińskiego - przyp. red.) który nie ma wielkiego pojęcia o policji - wyjaśnił.


- Nie mogę pojąć, jak można było zatrudnić na stanowisku komendanta głównego człowieka, którego każdy z przestępców może mieć na widelcu, może pomawiać" - powiedział Kukiz. Jak dodał, niedopuszczalne jest jednak pozostawienie funkcjonariusza samego sobie. - Wy teraz umywacie ręce (...), zostawiliście policjanta samego - ocenił Kukiz.

 

"Złe państwo"


- Państwo, które generuje strach, niepewność, ryzyko dla każdego z nas, to jest złe państwo - mówił podczas debaty nad wotum nieufności wobec szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka poseł Nowoczesnej Jerzy Meysztowicz. Zapowiedział, że klub zagłosuje za wnioskiem o wotum nieufności wobec ministra.

 

Poseł podkreślał, że od ministra spraw wewnętrznych i administracji "należy oczekiwać, że będzie osobą odpowiedzialną, o mocnych nerwach, osobą, która przedkłada interes państwa nad interes partyjny, oraz taką, która będzie otwarta na dialog z opozycją".

 

Ocenił, że "bardzo złą decyzją szefa MSWiA było m.in. odwołanie kilkunastu komendantów wojewódzkich, często z zastępcami". Wymienił przy tym dymisję komendanta małopolskiej policji. - Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że pan generał Dąbek był w ocenie wielu specjalistów najbardziej kompetentną osobą, jeśli chodzi o zabezpieczenie masowych imprez. Odwołanie pana komendanta, w sytuacji gdy był zaangażowany w zabezpieczenie Światowych Dni Młodzieży, budzi przerażenie - mówił.

 

PSL: Błaszczak "nie ogarnia"

 

- Klub PSL opowie się za odwołaniem Mariusza Błaszczaka z funkcji szefa MSWiA - poinformował podczas debaty sejmowej poseł Ludowców Krystian Jarubas. Jego zdaniem Błaszczak "nie ogarnia" swojego resortu i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić.

 

- Zapowiadaliście państwo, że waszym rządom będzie towarzyszyć >>dobra zmiana<<, minister Mariusz Błaszczak postanowił jednak zrobić to szybko, za szybko. W efekcie w MSWiA od początku mamy do czynienia z szybką zmianą, pytanie jednak czy szybko znaczy dobrze? - zastanawiał się poseł PSL, zwracając się do większości parlamentarnej.

 

- Minister udowodnił wiele razy, że jednak nie, a przykład kierownictwa w policji pokazuje to najlepiej. Szybkie zmiany komendantów pogłębiają chaos w tej formacji, o czym mówią już sami policjanci - dodał Jarubas. Poseł wskazywał też na "kulejącą" współpracę pomiędzy poszczególnymi służbami. "Każdy z ministrów pilnuje swojego podwórka i kompletnie nie pamięta o tym, co jest niezbędne w tych działaniach" - oświadczył.

 

- Jednym z symboli nieudolności tego rządu jest szef MSWiA Mariusz Błaszczak. Pod jego kierownictwem udało się zawłaszczyć służbę cywilną, służby specjalne, wprowadzono ustawę inwigilacyjną (...) i to wszystko zaledwie w cztery miesiące - podkreślił.

 

Zdaniem Jarubasa szefa MSWiA powinno oceniać się na podstawie efektów jego działań, a także podjętych reform i ich skutków. Tymczasem - w ocenie PSL - cztery miesiące rządów PiS i ministra Błaszczaka "uderzyły w podwaliny państwa demokratycznego". - Nie może więc tu być jakiejkolwiek mowy o pozytywnych działaniach, którymi miałby się wykazać resort kierowany przez ministra Błaszczaka - zwrócił uwagę. 

 

Szydło: najsłabszy wniosek, jaki słyszałam

 

Po wystąpieniach klubów parlamentarnych na mównicę weszła premier Szydło, która przemówienie zaczęła od uspokojenia Polaków. - Naopowiadaliście tutaj tyle niestworzonych rzeczy, że ludzie rzeczywiście mogą poczuć się zagrożeni. Chcę zapewnić Polaków, że jesteście państwo bezpieczni - mówiła.

 

- Jeżeli chodzi o postawiony wniosek - przysłuchiwałam się argumentom, również pana wnioskodawcy Marka Wójcika. Muszę z żalem powiedzieć, że to chyba najsłabszy wniosek o wotum nieufności, jaki kiedykolwiek słyszałam. Mówię to z przykrością, bo cenię sobie posła Wójcika, ale rozumiem, że dostał polityczne zadanie, które musiał wykonać, bo nie ma na dzisiaj argumentów, żeby stawiać wniosek o odwołanie ministra. Taka jest po prostu prawda - kontynuowała.

 

- Zainteresowanie z państwa strony (premier Szydło mówiła do w dużej części pustej sali plenarnej - przyp. red.) tą dyskusją i debatą pokazuje, że państwo sami wiecie, że w tej chwili to nie ma sensu. Straciliśmy sporo czasu - stwierdziła.

 

Następnie premier Szydło przeszła do ataku na opozycję. - Główny klub w opozycji nie potrafi sobie poradzić z byciem nią, tak jak nie radził sobie z rządzeniem. Ciągle zajmujecie sie Prawem i Sprawiedliwością. Zróbcie coś wreszcie dla obywateli. Budujecie konflikt, bo to dla was jedyny sposób na określenie polityczne, ale Polacy mają tego dosyć - zauważyła.

 

- Co różni ministra Błaszczaka od poprzedników z PO? Pieniądze przeznaczył na podwyżki dla funkcjonariuszy, a nie na ośmiorniczki w drogich restauracjach - dodała ironicznie. - Po rządach ministrów spraw wewnętrznych PO zapamiętaliśmy powiedzenie o kupie kamieni, wstyd za to, że policjanci, zamiast troszczyć się o bezpieczeństwo obywateli, musieli ścigać kelnerów, którzy nagrywali ministrów.

 

- Dajcie nam pracować - zaapelowała.

 

Polsat News, wideo: Polsat News, foto: PAP/Leszek Szymański