Na samym początku istnienia tatrzańska kolejka była prawdziwym cudem techniki, a jej budowa, jak na tamte czasy, stanowiła nie lada wyzwanie. Przedsięwzięcie było ryzykowne, bo kolejkę budowano na skałach. Trzeba było je wyłupać, przygotować podłoże dla podpór i zacementować.

Od razu stała się główną atrakcją Zakopanego. I mimo, że koszty inwestycji przekroczyły 3,5 mln zł., zwróciły się jeszcze przed 1939 r.

Dostojna jubilatka nadal cieszy się ogromnym powodzeniem i jest w świetnej formie. Nie odstaje w niczym od podobnych tego typu obiektów na świecie. Ale żeby tak było w 2007 roku musiała przejść gruntowną modernizację. Trzeba też było wymieniać na nowocześniejsze symbol całej konstrukcji czyli, kultowe wagoniki. I tu pojawia się historia, o której mało kto wie.

Zabytkowy wagonik jako altana

Pierwsze wagoniki w kształcie wielokąta, które kojarzymy ze starych czarno-białych zdjęć, eksploatowano do 1961 roku. Nie można ich zobaczyć w mini muzeum przy stacji w Kuźnicach. Powód? Ówczesne władze nie zadbały o zachowanie choćby jednego egzemplarza.

- Wtedy nikt o takich rzeczach nie myślał. A to byłyby naprawdę cenne zabytki - ubolewa w rozmowie z polsatnews.pl Patryk Białokozowicz, członek zarządu PKL.

Co się stało z wagonikami w 1961 roku? Wiadomo, że przewieziono je do Nowego Sącza. Tam jeden został pocięty na złom. Kolejny uległ uszkodzeniu podczas podnoszenia dźwigiem. Dwa pozostałe sprzedano jako... altanki. Jeden trafił na posesję mieszczącą się przy drodze z Muszyny do Piwnicznej-Zdrój.

 

Na nielicznych zdjęciach widać, że wagonik służył jako magazyn, a wcześniej podobno także między innymi jako kurnik i prasowalnia.

Będzie replika

10 lat temu PKL próbował odkupić zdewastowany wagon. - Chciano go odrestaurować i udostępnić zwiedzającym turystom. Z tego co wiem, negocjacje zakończyły się fiaskiem - mówi Białokozowicz. - Ale będziemy się starać dalej pozyskać wagonik. Jeśli się nie uda, stworzymy replikę, bo koniecznie chcemy mieć ten model w zbiorach - dodaje.

Kupić wagonu nie udało się także słynnemu rajdowcowi i miłośnikowi Kasprowego Wierchu - Rafałowi Sonikowi. - Serce bolało, jak się na to patrzyło, ale właściciel był nieugięty. On chyba sobie nie zdawał sprawy, jaki skarb posiada - mówi polsatnews.pl Sonik.

Rajdowcowi udało się za to kupić inny model wagonu, który był poprzednikiem tych najnowszych. Srebrne pojazdy produkcji WSK Mielec (jeden z nich wiózł papieża Jana Pawła II) służyły do 2007 roku.

Wysłużone egzemplarze zostały otoczone troskliwą opieką, a jeden z nich, jako wyjątkowy licytowany przedmiot, trafił na aukcję WOŚP. Tam kupił go właśnie Sonik.

"Kasprowy był dla mnie najwyższą górą świata"

Po co przedsiębiorcy zabytkowy wagonik? - Kocham Kasprowy Wierch i wszystko, co jest z nim związane. Mam tak od piątego roku życia, od kiedy tata zabrał mnie na szczyt. Mi się wtedy wydawało, że to jest najwyższa góra świata. A na pewno najpiękniejsza. To wrażenie zostało już we mnie na zawsze - tłumaczy Sonik.

Od protestów do protestów

Obecnie eksploatowane wagoniki poruszają się z prędkością 7 metrów na sekundę. Pokonują trasę dużo szybciej, niż w 1936 roku.

A skąd wziął się pomysł na słynną kolejkę? Powstała z inicjatywy Prezesa Polskiego Związku Narciarskiego i wiceministra transportu Aleksandra Bobkowskiego. Projekt techniczny wykonała firma Bleichert z Lipska przy współpracy Stoczni Gdańskiej. Budynki stacyjne zaprojektowało małżeństwo architektów - Anna i Aleksander Kodelscy z Warszawy.

 

Była to pierwsza inwestycja tego typu w Polsce, a sześćdziesiąta na świecie.

Już na samym początku budowę kolejki oprotestowało blisko 100 organizacji przyrodniczych. Mimo to w sierpniu 1935 r. prace ruszyły i zakończyły się w ciągu zaledwie ośmiu miesięcy.

W 2007 znow protestowano, tym razem w związku z całkowitą modernizacją kolejki. Potem przyszła kolej na protesty związane z prywatyzacją. Ale to już zupełnie inna historia.


polsatnews.pl, PKL, www.psmkms.krakow