Zdaniem Nałęcza, kryzysu konstytucyjnego nie da się rozwiązać tylko działaniami politycznymi, bo "mamy do czynienia z łamaniem prawa".

 

- Choć konstytucja mówi bardzo wyraźnie, że orzeczenia Trybunału są ostateczne, to premier Beata Szydło i minister Beata Kempa stawiają się ponad Trybunałem twierdząc, że nie będą publikowały ostatniego orzeczenia - powiedział Nałęcz w rozmowie z Joanną Wrześniewską-Sieger.

 

Jak dodał, "to oczywiste łamanie konstytucji", więc nie da się zawrzeć w tej sprawie politycznego kompromisu, tak jak "sąd nie zawiera kompromisu z przestępcą, który dokonuje przestępstwa."

 

"Twarde prawo, ale prawo"

 

- Byłem wielokrotnie niezadowolony z orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, podobnie niezadowolony był mój szef Bronisław Komorowski, jednak twarde prawo, ale prawo - przywołał rzymską zasadę prawniczą Nałęcz. - Jeśli zacznie władza wykonawcza stawiać się ponad Trybunałem, to znaczy, że państwo demokratyczne legło w gruzach. Każda dyktatura zaczynała od demontażu TK - dodał.  

 

Były prezydencki doradca nazwał "tandetnymi argumentami" i "wykrętami"  tłumaczenia partii rządzącej o tym, że nie może opublikować orzeczenia TK, bo nie był to wyrok, a jedynie komunikat grupy sędziów.

 

- Największa władza w PiS należy do prawników, bo przecież Jarosław Kaczyński jest doktorem prawa, podobnie prezydent. Gdyby student prawa na pierwszym roku stwierdził, że jest jakiś organ ponad Trybunałem Konstytucyjnym, wyleciałby z egzaminu z "dwóją" - powiedział Nałęcz.

 

Podkreślił również, że Polacy w wyborach nie obdarzyli PiS takim zaufaniem, by mogło zmieniać konstytucję. - Dlatego Jarosław Kaczyński i grupa go otaczająca wpadli na pomysł, żeby zlikwidować tę barierę w postaci Trybunału - mówił.

 

Spór o Trybunał Konstytucyjny

 

W środę 9 marca Trybunał Konstytucyjny orzekł niejednogłośnie, że kilkanaście zapisów nowelizacji ustawy o TK autorstwa PiS jest niekonstytucyjnych. Uznał też, że cała nowela jest sprzeczna m.in. z konstytucyjną zasadą poprawnej legislacji. Zdania odrębne do wyroku złożyli sędziowie TK Julia Przyłębska i Piotr Pszczółkowski (wybrani w grudniu ub.r. przez obecny Sejm).

 

Politycy PiS uważają, że skoro Trybunał orzekał w 12-osobowym, a nie 13-osobowym składzie (taki wymóg stawia nowelizacja ustawy o TK autorstwa PiS - red.), to orzeczenie jest nieważne. Według rządu, jakakolwiek decyzja nie jest orzeczeniem w myśl obowiązującego prawa, a rozprawa to tylko "spotkanie sędziów".

 

Dzień przed ogłoszeniem wyroku, premier Beata Szydło mówiła, że jej obowiązkiem jest publikowanie w Dzienniku Ustaw tych orzeczeń TK, które podjęto na mocy obowiązującego prawa. "W związku z czym nie mogę łamać konstytucji, nie mogę takiego dokumentu publikować" - dodała.