W kilkugodzinnym pochodzie uczestniczyło 10 tys. przebierańców. Kilkaset tysięcy osób - mieszkańców Duesseldorfu i turystów z Niemiec i zagranicy przyglądało się paradzie zorganizowanej pod hasłem "Duesseldorf - ostry jak musztarda".


Głównym akcentem pochodu były ruchome platformy, na których umieszczono figury przedstawiające w sposób satyryczny polityków i inne osoby publiczne. Karnawał w Duesseldorfie uważany jest za wyjątkowo upolityczniony, a pokazywane tutaj figury za wyjątkowo krytyczne.


Ubiegający się o nominację na prezydenta USA Donald Trump przedstawiony został z pośladkami zamiast twarzy, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan jako sojusznik terrorystów z Państwa Islamskiego razem z nimi zabijający Kurdów. Kanclerz Angelę Merkel pokazano jako pasażerkę łódki, którą przewraca fala uchodźców, a także jako petentkę Erdogana.

 

Kaczyński stawia but na Polsce


Jedna z platform odnosiła się do sytuacji w Polsce. Upozowany na dyktatora (w ciemnych okularach i w mundurze) przewodniczący PiS Jarosław Kaczyński pokazany został w sytuacji, gdy stawia but na leżącej kobiecie symbolizującej Polskę.


Twórca figury Jacques Tilly powiedział telewizji WDR, która na żywo transmitowała pochód, że platforma pokazuje "autorytarną przebudowę państwa w Polsce". Jak dodał, motyw "wzbudził ogromne echo medialne na świecie", także dlatego, że polski minister spraw zagranicznych "zirytował się" z tego powodu.


Pochód miał odbyć się pierwotnie na zakończenie karnawału w Różany Poniedziałek 8 lutego, jednak ze względu na możliwość wichury, odwołano go. Widzowie mogli jednak już wówczas obejrzeć platformy zaparkowane przed ratuszem.


9 lutego w radiowej "Trójce" szef resortu Witold Waszczykowski oświadczył, że zwróci się do niemieckiego rządu z prośbą o wyjaśnienia w tej sprawie. "W sposób dyplomatyczny będziemy zwracać uwagę i pytać naszych partnerów w Niemczech, czemu służą takie wybryki" - mówił. Dodał, że forma będzie "wyważona" i "delikatna", żeby nie naruszać wartości artystycznej ani wolności słowa. "Natomiast chcemy zwrócić uwagę, że są to objawy lekceważenia Polaków i polskich polityków" - stwierdził.

 

PAP