Częściowo zmumifikowane szczątki leżały na dnie kanału wentylacyjnego, mniej więcej 6 metrów nad ziemią.

 

- Nie zaglądano tam od wielu, wielu lat. Widać było, że osoba musiała upaść z dużej wysokości - powiedziała polsatnews.pl Agnieszka Żyłka z policji w Zabrzu.

 

Jak ustalił Marek Sygacz, reporter Polsat News, strażacy i policjanci mieli problem z wyciągnięciem zwłok, bo wciśnięte były w metalowy lej, którym odprowadzano spaliny.

 

Zwłoki są w tak złym stanie, że policja nie potrafi określić płci ofiary. Zrobi to dopiero lekarz medycyny sądowej, po przeprowadzeniu sekcji.

 

Wiadomo, że nie jest to pracownik elektrociepłowni. System ewidencji nie wskazał nieobecności kogoś z załogi.

Przyczynę śmierci ustala Prokuratura Rejonowa w Zabrzu.

 

Fot: PSP Zabrze