74-letni miliarder i filantrop zakończył trwające od kilku miesięcy spekulację, że przygotowuje się do startu o fotel prezydenta USA w listopadowych wyborach jako kandydat niezależny.

 

W poście opublikowanym w poniedziałek na stronie internetowej Bloomberg View, były burmistrz Nowego Jorku wyjaśnił, że w trzyosobowym wyścigu prezydenckim (czyli kandydata nominowanego przez Partię Republikańską, kandydata Demokratów oraz kandydata niezależnego) najprawdopodobniej nikt nie zdobyłby wymaganej większości ponad 50 proc. głosów.

 

Wówczas zaś, zgodnie z zasadami, o tym kto zostanie prezydentem USA zdecydowałaby Izba Reprezentantów USA. A ponieważ jest ona pod kontrolą GOP (Partia Republikańska), to najpewniej prezydentem zostałby kontrowersyjny miliarder Donald Trump lub jego najważniejszy rywal w trwających republikańskich prawyborach ultrakonserwatywny senator z Teksasu Ted Cruz.

 

"Niepokoi mnie antymuzułmańska retoryka Trumpa"

 

Zdaniem Bloomberga zwycięstwo magnata nieruchomości i także nowojorczyka Donalda Trumpa byłoby niebezpieczne dla kraju. Trump "prowadzi najbardziej demagogiczną i dzielącą kraj kampanię prezydencką od kiedy pamiętam, żerując na ludzkich uprzedzeniach i lękach" - ocenił Bloomberg.

 

Dodał, że niepokoi go antymuzułmańska retoryka Trumpa, który zagroził, że jeśli zostanie prezydentem USA to wprowadzi zakaz wjazdu do USA dla wszystkich muzułmanów, a także jego zapowiedzi prowadzenia wojen handlowych z Chinami czy Japonią.

 

H. Clinton i B. Sandersowi również zarzucił ekstremizm

 

Ale Bloomberg nie szczędził krytyki także pod adresem kandydatów Demokratów: Hillary Clinton i jej rywala - przedstawiającego się jako socjalista senatora z Vermont Berniego Sandersa. Zarzucił im popadanie w ekstremizm, gdy krytykują w kampanii wolny handel oraz rynki finansowe.

 

Na decyzję Bloomberga najpewniej wpłynęły sondaże, które nigdy nie dawały mu większych perspektyw na uzyskanie poparcia Amerykanów.

 

Zgodnie z najnowszym sondażem Reutersa i Ipsos, tylko 12 proc. wyborców zadeklarowało, że głosowałoby na Bloomberga, gdyby przyszło mu się zmierzyć w listopadowych wyborach z Trumpem i faworytką Demokratów, byłą szefową dyplomacji Hillary Clinton. Aż 41 proc. respondentów tego sondażu stwierdziło, że zagłosowałoby na Clinton, a 31 proc., że poparłoby Trumpa.

 

PAP