"Emilia" powstała jako pawilon Domu Meblowego o tej samej nazwie, zaprojektowany w stylu modernistycznym przez Mariana Kuźniara i Czesława Wagnera oraz konstruktora Tadeusza Spanilego.


Pawilon otwarto w 1970 r. W ostatnim czasie pojawiła się koncepcja "przeniesienia" pawilonu "Emilia" w rejon Placu Defilad i Pałacu Kultury i Nauki. Projekt opracowali architekci z pracowni BBGK Architekci. Dawny pawilon meblowy stanąłby przy PKiN, od strony ulicy Świętokrzyskiej. Jednak firma Griffin ma pozwolenie na rozbiórkę pawilonu.


"Kawał dobrej architektury"


- Udało nam się uzyskać zgodę ze strony właściciela, by budynek oddać po "Nocy Muzeów", podczas której pożegnamy - trochę ze smutkiem, ale hucznie - "Emilię". Potem wszystko leży w rękach właściciela. Wydaje mi się, że każdy, kto był u nas na wystawie, docenił wartość tego pawilonu. Tę niezwykłą otwartość, wnętrze, atrium, piękne schody, które tworzą przestrzeń pionową wewnątrz płaskiego, horyzontalnego budynku. Zachęcam każdego, kto twierdzi, że to komunistyczny pawilon, blaszana buda, by przyszedł i przyjrzał się temu wnętrzu. To kawał dobrej architektury - ocenił wicedyrektor MSN.


Odnosząc się do głosów, określających "Emilię" jako relikt minionej epoki Andino-Velez zauważył, że "jest bardzo wiele osób, które posługuje się kliszami, uproszczeniami. Opiera się to wszystko na pewnego rodzaju ideologicznym podłożu".


- Nie rozumiem łączenia tego budynku z PRL w dzisiejszych czasach, 25 lat po upadku komunizmu w Polsce, kiedy on nie symbolizuje już niczego, bo reżim upadł, a PRL nie istnieje. "Emilia" to architektura, nie ideologia. Mamy do czynienia z czystą architekturą. Patrzenie przez okulary historyczne, polityczne jest formą zideologizowania – zaznaczył Andino-Velez.

 

Tylko zaniedbany modernizm szpeci


- My widzimy w budynku świadectwo określonego myślenia o przestrzeni. O tym, jak dostosować budynek ekspozycyjny - w którym chodziło przecież o wystawianie mebli - do jego nowej, muzealnej funkcji; jak dostosować go do jego miejsca w środku miasta, jak wydobyć z niego to, co jest jego istotą: przejrzystość, otwartość. Świetnie wystawia się tu także sztukę - dodał.


- Tu się obserwuje także innych ludzi, nie tylko obrazy czy rzeźby. Widzimy także to, co jest na ulicy, inni widzowie, uczestniczący w wystawie również stają się jej częścią, wchodzą w relacje z pracami. W architekturze większości muzeów, gdy w środku mamy do czynienia wyłącznie z białymi salami nie ma takiego poczucia uczestnictwa. Ten budynek to oferuje. Trzeba nie mieć serca, żeby widzieć w nim tylko Bareję i PRL - uznał.


- Duża część architektury modernistycznej dziś szpeci polskie miasta. Ale nie dzieje się tak z winy samej architektury - przez 40, 50 lat nie dbaliśmy o nią. Są to zaniedbane budynki, upstrzone późniejszymi poprawkami, prowizorką. "Emilia", gdy ją przejęliśmy, była pełna gipsowych ścianek, pomalowanych w łososiowym kolorze. Śladu nie było po oryginalnej architekturze. Jeśli ktoś patrzy na te budynki w taki sposób to oczywiście, że są one szkaradne - przyznał, przypominając o planach zburzenia innego przykładu "warszawskiego modernizmu", pawilonu na Powiślu, w którym mieści się klub "Syreni śpiew".


"Sami sobie wystawiamy świadectwo"


Andino-Velez przypomniał także, że Dworzec Centralny przed oczyszczeniem z okazji Euro 2012, "wyglądał jak przedsionek piekła, w dodatku śmierdział". - Teraz też nie pachnie pięknie, ale wygląda świetnie. Przynajmniej wyglądał przez ostatnie cztery lata, przywrócono mu dawny blask. Teraz PKP zniszczyło go bezpowrotnie budując antresolę w hali głównej - ocenił.


- Sami sobie wystawiamy świadectwo. Architektura sama w sobie broni się znakomicie. Tyle, że jeśli zostanie zasłonięta, trudno wymagać, by prezentowała się świetnie - podkreślił.


Ostatnie wystawy do 1 maja


Aktualnie muzeum zaprezentowało trzy ostatnie wystawy w swojej dotychczasowej siedzibie - "Chleb i róże. Artyści wobec podziałów klasowych", "Robiąc użytek. Życie w epoce postartystycznej" oraz "Po co wojny są na świecie. Sztuka współczesnych outsiderów". Można je oglądać do 1 maja.


Marcel Andino-Velez powiedział, że wystawy mają dla muzeum, jego publiczności, a także mieszkańców stolicy, szczególne znaczenie.


- Z krajobrazu Warszawy zniknie niebawem budynek, który wszyscy polubiliśmy na nowo - powiedział. Podkreślił jednak, że "dla samego muzeum jest to jedynie zakończenie pewnego etapu. Coś, co jest końcem, jest jednocześnie początkiem czegoś nowego".

 

- W tym roku - myślę, że we wrześniu - mieszkańcy Warszawy zobaczą początek budowy nowego gmachu muzeum na Placu Defilad. Nie będzie to jeszcze sama budowa, ale już pierwsze prace ziemne. Teren zostanie zagrodzony, pierwsza łopata zostanie wkopana w ziemię - zapowiedział.

 

PAP