Około pięciu tysięcy ludzi na trybunach skoczni narciarskiej w Wiśle-Malince "zaklinało" w sobotnie popołudnie pogodę, jednak z powodu zmiennego, silnego wiatru zawody Pucharu Świata zostały odwołane.

 

Zgodnie z zapowiedzią na skocznię im. Adama Małysza przyjechał prezydent Andrzej Duda. Zawodów nie zobaczył, natomiast spotkał się z patronem obiektu, byłym świetnym skoczkiem. Według biura prasowego prezydenckiej kancelarii rozmowa dotyczyła łączących obu panów kwestii sportowych.

 

W piątek na skoczni królował Czech Roman Koudelka i mgła, przeszkadzająca zawodnikom i widzom. Mimo to dwie serie konkursu przeprowadzono bardzo sprawnie. Najlepszy z Polaków Kamil Stoch był dziesiąty.

 

W sobotę z punktu widzenia oglądania rywalizacji aura był piękna. W Wiśle zrobiło się wiosennie, ciepło, słonecznie. Tylko zaczęło wiać. A to było problemem dla organizatorów imprezy.

 

Na monitorze ustawionym w biurze prasowym cała skocznia była "czerwona" od strzałek wskazujących kierunek silnych podmuchów.

Pierwszym efektem kłopotów było odwołanie sobotnich kwalifikacji. 59 zgłoszonych do nich skoczków miało wziąć w komplecie udział w konkursie. Start zawodów przesuwano dwa razy, a później zostały odwołane.

 

Zawodnicy czekali na decyzję jury rozgrzewając się m.in. grą w siatkówkę, co dało okazję kibicom do zrobienia zdjęć. Ostateczną decyzję na trybunach przyjęto z rozczarowaniem, ale też opuszczający skocznię kibice podkreślali, że najważniejsze było bezpieczeństwo zawodników.

 

Piątkowy konkurs PŚ był czwartym w historii rozgrywanym na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle-Malince. Nigdy nie udało się tam zwyciężyć zawodnikowi gospodarzy. Raz Kamil Stoch stanął na podium - w 2014 r. wywalczył drugie miejsce. Trzy pierwsze edycje zawodów w Wiśle - decyzją FIS - składały się tylko z jednego konkursu, po którym skoczkowie przenosili się do Zakopanego, gdzie tradycyjnie odbywały się dwa. W tym roku po raz pierwszy także Wisła, a nie tylko stolica Tatr, miała być organizatorem dwóch imprez. Na drodze realizacji tego planu stanął wiatr. - Może następnym razem będzie lepiej - pocieszał smutnych kibiców spiker.

 

PAP