Monika Gądek-Tamborska z Sądu Okręgowego w Kielcach w rozmowie z polsatnews.pl potwierdza, że w środę do wydziały pracy Sądu Rejonowego w Jędrzejowie wpłynął pozew przeciwko Stadninie Koni w Michałowie.

 

Białobok jest w wieku ochronnym przedemerytalnym

 

Jerzy Białobok będzie walczył o przywrócenie do pracy i stosowne odszkodowanie za czas pozostawania bez pracy. Poza tym, jako że został zatrudniony w czerwcu 1997 roku na umowę o pracę na czas nieokreślony, zdaniem jego pełnomocnika, nie było możliwe zwolnienie go w trybie natychmiastowym bez zachowania 3-miesięcznego okresu wypowiedzenia. Do tego Białobok jest w wieku ochronnym przedemerytalnym.

 

Co prawda sprawie nie nadano jeszcze biegu, gdyż nie wniesiono odpowiedniej opłaty sądowej, jednak pełnomocnik Białoboka, mecenas Jacek Ciepluch zapewnia, że to częste uchybienie. Chodzi o to, że wartością przedmiotu sporu w tym przypadku jest równowartość 12-miesięcznego wynagrodzenia, czyli jak informuje Monika Gądek-Tamborska, 240 tysięcy złotych. Potrzebna jest więc stosowna opłata. Gdy zostanie uiszczona - sprawa trafi na wokandę. - W Sądzie Rejonowym w Białej Podlaskiej został złożony bliźniaczy pozew pana Treli. Także jestem jego pełnomocnikiem - mówi Ciepluch.

 

Wyjaśnia, że w obu przypadkach pozwanym nie jest Agencja Nieruchomości Rolnych, jak informowały media, a stadniny, czyli bezpośredni pracodawcy odwołanych prezesów.

 

ANR nad stadninami pełni nadzór właścicielski. Obie stadniny figurują na liście spółek hodowlanych o szczególnym znaczeniu dla gospodarki narodowej.

 

Kontrowersyjna decyzja

 

O sprawie zrobiło się głośno 19 lutego, gdy decyzja nowego szefa ANR, Waldemar Humięcki, odwołał wieloletnich szefów stadni, Marka Trelę z Janowa Podlaskiego i Jerzego Białoboka z Michałowa oraz Anna Stojanowska, pełniąca do niedawna funkcję głównego specjalisty w ANR ds. hodowli czystej krwi arabskiej.

 

Cała trójka krótko po odwołaniu zapowiedziała pozwy do sądów. Ich zdaniem działania Agencji Nieruchomości Rolnych mogą przynieść szkodę polskiej hodowli koni arabskich. A zarzuty - jakoby mieli doprowadzić do pobierania od klaczy większej liczby zarodków, niż pozwalają na to polskie regulacje i niewłaściwy nadzór weterynaryjny, co miało doprowadzić do śmierci klaczy Pianissimy, której wartość wyceniana była na 3 mln euro - uważają za absurdalne.

 

 

Klacze senatora

 

W środę "Rzeczpospolita" opisała kolejny wątek głośnej sprawy zwolnienia prezesów stadnin. Sprawa dotyczy senatora Jana Dobrzyńskiego z PiS, który uchodzi za osobę bliską ministrowi rolnictwa Krzysztofowi Jurgielowi a poza tym jest wielbiciele koni i posiadaczem 12 arabów. Jak poinformowała gazeta senator współpracował ze stadniną w Michałowie, m.in. kupował w niej klacze. Podobno w środowisku hodowców już od jakiegoś czasu mówiło się o konflikcie Dobrzyńskiego z odpowiadającym za stadninę prezesem.

 

Konflikt powstał, gdy do Michałowa trafiła kasztanka Dobrzyńskiego, Estopa. Miała być tam przygotowywana do krycia przez jednego z ogierów. Niestety w tym czasie w stadninie wybuchła epidemia rodokokozy, czyli choroby atakującej młode konie. Źrebię towarzyszące klaczy Dobrzyńskiego zmarło, a senator miał żądać od Jerzego Białoboka rekompensaty.

 

Senator PiS wszedł również w konflikt ze Stadniną Koni w Janowie Podlaskim. W sierpniu 2015 jego klacz Febris została wystawiona na aukcji „Pride of Poland”. I to Białobok, Trela oraz Anna Stojanowska zadecydowali, że klacz została wystawiona z nr 23, a nie jak chciał Jan Dobrzyński – w dziesiątce najlepszych klaczy.