Legia od samego początku meczu była drużyną, która zdominowała wydarzenia na boisku. Wprawdzie początkowo jej gracze mieli duże problemy z rozegraniem i notowali sporo niecelnych zagrań, ale chorzowianie nie potrafili tego wykorzystać. W 16. minucie Mariusz Stępiński wypracował dla gości najlepszą akcję, ale miał zbyt ostry kąt, by oddać strzał w światło bramki.

 

Świetnie spotkanie rozgrywał ostatnio krytykowany Ondrej Duda. Słowak był bardzo aktywny i formą nawiązywał do swoich najlepszych momentów w Legii. Sam miał dwie doskonałe okazje, by zdobyć gola. W pierwszym przypadku w 36. minucie trafił w poprzeczkę, w drugim - na pół godziny przed końcowym gwizdkiem - jego strzał zza pola karnego obronił bramkarz Matus Putnocky.

 

Bramki zdobywali inni. W 31. minucie bardzo dobrą akcję rozpoczął właśnie Duda, który zagrał do Nemanji Nikolicia. Sędzia nie zauważył, że lider klasyfikacji strzelców ekstraklasy był na spalonym. Węgier serbskiego pochodzenia dośrodkowywał do Aleksandara Prijovica, ale zanim piłka do niego trafiła, tor jej lotu przeciął obrońca gości Paweł Oleksy i skierował prosto do siatki.

 

Po zmianie stron Ruch wyraźnie osłabł i nie stworzył ani jednej groźnej sytuacji. Co innego gospodarze - na 2:0 w 49. minucie trafił Adam Hlousek. To pierwsze trafienie Czecha w barwach stołecznego klubu, do którego dołączył zimą z VfB Stuttgart.

 

Po tym golu Legia zwolniła. Była pewna wygranej i coraz rzadziej też atakowała. Do końca miała kontrolę nad tym, co działo się na murawie.

 

Legia, dzięki trzem punktom, została nowym ligowym liderem. Duża też w tym zasługa Piasta Gliwice, który po zimowej przerwie notuje kolejne porażki. Z pierwszego miejsca w tabeli spadł po raz pierwszy od zakończenia 5. kolejki.

 

Mistrz Polski znowu przegrywa

 

Fatalnie w tej kolejce zaprezentował się "Kolejorz". Po porażce w Bielsku-Białej w ubiegłym tygodniu (1:4), Lech zapowiadał rehabilitację w meczu przeciwko Jagiellonii. Tymczasem podopieczni Jana Urbana po raz kolejny rozczarowali i muszą powoli zacząć myśleć bardziej o utrzymaniu lokaty w górnej ósemce tabeli - czyli strefie mistrzowskiej po zakończeniu sezonu zasadniczego - niż o pogoni za czołówką.

 

Jagiellonia do Poznania przyjechała bojowo nastawiona i zagrała odważnie, a zwykle mało który zespół decyduje się na otwartą grę przeciwko Lechowi na jego terenie. Ta strategia przyniosła białostoczanom wymierne korzyści, a dzięki wygranej przeskoczyli poznańską drużynę w tabeli.

 

Już jedna z pierwszych akcji gości powinna zakończyć się bramką, lecz Fedor Cernych przegrał pojedynek sam na sam z Jasminem Buricem. Poznaniakom w ofensywie brakowało natomiast siły przebicia. Szymonowi Pawłowskiemu nie można było odmówić zaangażowania, ale czasami zachowywał się zbyt indywidualnie albo brakowało mu precyzji w strzałach z dystansu.

 

W 25. min po rzucie rożnym Sisi wyręczył swojego bramkarza wybijając piłkę z linii bramkowej po strzale Łukasza Burligi. Wydawało się, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane, ale grający w specjalnej masce Igors Tarasovs wygrał powietrzny pojedynek o piłkę z obrońcami "Kolejorza" i głową z kilku metrów umieścił ją w siatce.

 

Lechici próbowali odrobić straty, ale czynili to bez przekonania. Tymczasem białostoczanie, którzy po objęciu prowadzenia oddali inicjatywę rywalowi, najwyraźniej w ten sposób go zupełnie uśpili. W 40. minucie wbiegający w pole karne Burliga został zdaniem arbitra nieprawidłowo zatrzymany przez Karola Linettego, a skutecznym egzekutorem "jedenastki" okazał się Piotr Tomasik.

 

Trener Urban w przerwie sięgnął po debiutanta, 17-letniego Kamila Jóźwiaka, aby grać trójką obrońców. Młody pomocnik starał się jak mógł, ale w starciu z rosłymi defensorami Jagiellonii nie miał zbyt wielu szans. Lech z minuty na minutę powiększał przewagę, ale praktycznie nie stwarzał sytuacji bramkowych. Ostatecznie wynik do końca meczu nie uległ zmianie. 

 

Pogoń "na pudle"

 

Po piątkowej porażce Cracovii mecz Pogoń Szczecin - Termalica Bruk-Bet Niecziecza miał dać gospodarzom miejsce na podium ligowej tabeli. Termalica z kolei "zawisła" tuż nad strefą spadkową i też potrzebuje punktów, by się w niej nie znaleźć. Remis sprawił, że obie drużyny swoje zadania wykonały. Pogoń jest trzecia, Termalica czternasta.

 

Mimo, że od pierwszego gwizdka Krzysztofa Jakubika inicjatywę przejęli "Portowcy", groźną akcję przeprowadzili jako pierwsi przyjezdni. Spoza linii pola karnego strzelał Patrik Misak, ale piłka minimalnie minęła bramkę. Zegar wskazywał wówczas 15. minutę. Od tej chwili zaczęło się ciekawsze widowisko. W odpowiedzi główkował Miłosz Przybecki, ale Krzysztof Pilarz nie dał się zaskoczyć. Wyczyn pary Przybecki - Pilarz po drugiej stronie boiska chwilę później skopiował duet Wojciech Kędziora - Jakub Słowik. Z kolei w 25. min. na bramkę niecieczan strzelał z dystansu Rafał Murawski i Pilarz musiał bronić na raty.

 

Cztery minuty później goście powinni objąć prowadzenie, gdy Kędziora wypuścił na pozycję sam na sam ze Słowikiem Misaka. Były pomocnik Baniku Ostrawa trafił jednak wprost w bramkarza. W 41. min. Martin Juhar zaprzepaścił także sytuację sam na sam, którą sobie wypracował po błędzie Jakuba Czerwińskiego. 

 

Pierwsza połowa należała do gości, którzy nie zdołali jednak udokumentować lepszej gry choćby jednym golem. Za to "Portowcy" strzelili bramkę już na początku drugiej odsłony spotkania. Na prawej stronie boiska piłkę przejął Przybecki, odegrał do Wladimera Dwaliszwilego, ten oddał ją Przybeckiemu i były pomocnik Zagłębia Lubin uczcił 20. ligowy mecz w barwach Pogoni debiutancką bramką.

 

Później mecz toczył się głównie w środkowej strefie boiska, a sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Najgroźniejszą po stronie Termaliki miał ponownie Misak, który z ostrego kąta z rzutu wolnego przymierzył tuż pod poprzeczkę, ale Słowik sparował ten strzał. Po drugiej stronie boiska Ricardo Nunes w 80. min. strzelił z dystansu, ale i Pilarz nie dał się pokonać. Najpiękniejszą paradą popisał się bramkarz Termaliki tuż przed końcem meczu, gdy Przybecki po ograniu dwóch obrońców zacentrował do Murawskiego, a "szczupak" kapitana "Portowców" został wybroniony przez Pilarza tuż przy słupku.

 

Gdy wydawało się, że miejscowi wygrają ten pojedynek, wprowadzony w 72. min. Elvis Bratanovic zacentrował do Kędziory, który z kolei głową pewnie skierował piłkę do bramki. A że było już po regulaminowym czasie gry, remis utrzymał się do ostatniego gwizdka.

PAP