Kilka miesięcy temu Anders Breivik poinformował, że norweskie władze traktują go w nieludzki, poniżający sposób i łamią tym samym europejską Konwencję o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Twierdził m.in., że ogranicza mu się wolność prowadzenia korespondencji.

 

Między 15 a 18 marca w Oslo ma odbyć się proces w tej sprawie. Zdaniem norweskich komentatorów pozew jest absurdalny, a rozpatrywany będzie przed sądem na terenie zakładu karnego o zaostrzonym rygorze, w którym Breivik odsiaduje karę.

 

Jak zauważa Lisbeth Kristine Røyneland, szefowa "Support Group", w całej sytuacji najbardziej ucierpią rodziny 77 ofiar zamachu bombowego w centrum Oslo oraz ataku na wyspę Utøya. Dlatego już dziś, mimo że proces wystartuje dopiero za kilkanaście dni, jej współpracownicy apelują do ludzi, którzy 22 lipca 2011 roku stracili swoich bliskich, by "chronili siebie" i od zamieszania związanego z pozwem mordercy trzymali się jak najdalej.

 

Na sali rozpraw dla "Support Group" przewidziano cztery miejsca. Jednak Røyneland odradza bliskim ofiar skorzystanie z możliwości śledzenia procesu.

 

Fot.Flickr.com/Day Donaldson/CC BY 2.0

 

Pozwy Breivika

 

Zamachowiec utożsamiający się ze skrajną prawicą, który twierdził, że mordując dziesiątki osób chciał zapobiec wielokulturowości i "muzułmańskiej inwazji" w Europie, od jakiegoś czasu próbuje zwrócić na siebie uwagę kolejnymi pretensjami do władz, w tym władz więzienia, o niewłaściwe traktowanie.

 

W ubiegłym roku skarżył się m.in. na zbyt niskie kieszonkowe, na to, że ograniczany jest mu kontakt z innymi więźniami oraz poprosił o dostarczenie mu konsoli Playstation.

 

The Local