- Daesz (Państwo Islamskie) i Front Al-Nusra to przykrywki dla Rosji, która atakuje cywilną ludność. Dla nas YPG  (Ludowe Jednostki Obrony) to organizacja terrorystyczna, tak samo jak Daesz i Al-Nusra - powiedział Davutoglu na konferencji prasowej w tureckim mieście Konya - poinformowała telewizja NTV.

 

- Zawieszenie broni nie powinno oznaczać, że damy wytchnienie YPG - ostrzegał z naciskiem również turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan.

 

Davutoglu podkreślił, że porozumienie w sprawie zaprzestania działań zbrojnych odnosi się wyłącznie do tych, którzy walczą na terytorium syryjskim; zalecenie nie będzie wiążące dla Ankary, jeśli któreś z walczących w Syrii ugrupowań stanie się "zagrożeniem dla Turcji". - Byłaby to w tym przypadku sprawa Turcji, a nie Syrii, i Turcja nie pytałaby nikogo o zdanie, jakie ma zastosować środki - dodał.

 

Turecka artyleria ostrzeliwuje pozycje syryjskich wojsk

 

Od dziesięciu dni tureckie wojska stacjonujące wzdłuż granicy prowadzą sporadyczny ostrzał artyleryjski pozycji YPG w północno-wschodniej Syrii, co ma stanowić jakoby "odpowiedź" na wymianę strzałów po stronie syryjskiej lub nadlatujące stamtąd pociski.

Turcja nigdy nie podała szczegółów dotyczących tych incydentów.

 

Ankara powtarza od tygodni, że nie pozwoli, aby YPG zdobywały teren w północno-wschodniej Syrii w drodze wypierania stamtąd ugrupowań rebelianckich czy też sił Państwa Islamskiego. Nie chce dopuścić do tego, aby siły kurdyjskie z YPG, zdaniem zachodnich ekspertów wojskowych najskuteczniejsze dotąd na polu walki z IS, zyskiwały kontrolę nad jakimikolwiek obszarami na północ od Aleppo.

 

Ponadto Ankara zarzuca milicji kurdyjskiej w Syrii, że utrzymuje ona ścisłe powiązania z grupami uzbrojonej młodzieży, które obwarowały się w kilku miejscowościach południowo-wschodniej Turcji, gdzie walczą z tureckimi siłami bezpieczeństwa.

 

PAP