Niefortunny tweet pojawił się w sieci, gdy pracownica Kancelarii Prezydenta relacjonowała na żywo wywiad, którego prezydent Andrzej Duda udzielił we wtorek portalowi Wirtualna Polska.


Zapytany o to, czy w razie potwierdzenia prawdziwości dokumentów z teczek gen. Kiszczaka, należałoby rozważyć jakieś kroki wobec Lecha Wałęsy, np. zmianę nazwy lotniska w Gdańsku, prezydent powiedział: - Wałęsa ma swoje zasługi. Daleki jestem od jakichś kroków w tej sprawie.


Jednak w serwisie Twitter ukazała się wypowiedź o zupełnie innej treści: "Popieram wolę odebrania lotnisku imienia Lecha Wałęsy".


Za błąd przeprosiła szybko Magdalena Żuraw, która prowadzi prezydenckie konto w serwisie społecznościowym. Jak na razie oficjalny profil Kancelarii Prezydenta nie komentuje wpadki na Twitterze. 

Do sprawy pomyłkowego tweeta odniósł się na Twitterze również sam Andrzej Duda, który zaznaczył, że przypisywane mu słowa to "kompletna brednia".

W innych wpisach w serwisie społecznościowym prezydent podkreślił, że nie prowadzi osobiście konta Kancelarii Prezydenckiej, co sugerowali inni użytkownicy Twittera.

 

Prezydent: ujawnione dokumenty powinny od dawna być w IPN

 

IPN udostępnił w poniedziałek teczkę personalną i teczkę pracy "Bolka". Są tam m.in. odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy, podpisane: Lech Wałęsa "Bolek" z 21 grudnia 1970 r., doniesienia "Bolka" oraz notatki funkcjonariuszy SB ze spotkań z nim oraz oceny SB okresu jego współpracy. We wtorek na swoim mikroblogu Lech Wałęsa kolejny raz oświadczył, że nie współpracował z SB, nigdy na nikogo nie donosił, nie brał żadnych pieniędzy i nie dał się złamać.

 
Andrzej Duda we wtorkowym wywiadzie dla Wirtualnej Polski podkreślił, że ujawnione dokumenty nigdy nie powinny znajdować się w domu gen. Czesław Kiszczaka, który od co najmniej 25 lat nie pełnił żadnej funkcji publicznej. - Te dokumenty, zgodnie z obowiązującym prawem dawno powinny znajdować się w Instytucie Pamięci Narodowej - podkreślił.


Jak dodał, abstrahuje od tego, co znajduje się w ujawnionych teczkach. - Dla mnie istotny jest fakt, że w III RP od samego jej początku nigdy nie przeprowadzono żadnej kontroli w tej kwestii. Przecież gen. Kiszczak miał kilka bardzo poważnych spraw karnych - powiedział prezydent.


Według niego powstaje w tej sytuacji "wielkie pytanie o historię III RP, o jej podwaliny, o to, w jaki sposób została ona ukształtowana", a także "czy tego typu dokumenty, czy też te konkretne dokumenty, miały wpływ na kształtowanie polskiej historii ostatnich 27 lat".

 

Kwestia Wałęsy "drugorzędna"


- Kwestia Lecha Wałęsy w tej sprawie jest kwestią zupełnie drugorzędną. Kwestią istotną jest to, że są takie dokumenty (...) wytworzone w jakikolwiek sposób, czy są prawdziwe czy są fałszywe, ale znajdowały się w rękach osoby, która kiedyś kierowała PRL-owskimi służbami i w związku z tym miała ogromne wpływy wśród swoich podwładnych z przełożeniem na różne środowiska w Polsce - powiedział prezydent.

 

Pytany, czy w ujawnionych dokumentach jest coś, co go zaskakuje, prezydent zaprzeczył. - Dla mnie osobiście, dzisiaj prezydenta RP, ale do niedawna zwykłego obywatela, a polityka dopiero od dziewięciu lat, Lech Wałęsa to człowiek, który był symbolem Solidarności lat 80 - powiedział prezydent.

 

Duda: razem z rodziną głosowałem na Wałęsę


Zaznaczył, że zarówno w 1990 jak i 1995 roku razem z całą rodziną głosował na Lecha Wałęsę podczas wyborów prezydenckich, broniąc go w kampanii przed tymi, którzy go "odsądzali od czci i wiary, wyśmiewali się z jego różnych przywar i braków".


Podkreślił, że ujawnione dokumenty dotyczące TW "Bolka" nie stanowią dla niego rewelacji, bo o ich istnieniu można było domniemywać chociażby na podstawie książki Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii".

 

Pomyłkowy tweet obiegł sieć

 

Usunięty dziś przez Kancelarię tweet szybko został przechwycony przez użytkowników Twittera, którzy puścili go w świat.

PAP