W dokumencie datowanym na 4 listopada 1986 r., oznaczonym jako "tajne spec. znaczenia" mjr A.Styliński i kpt. J.Burak z wydziału II Biura Studiów piszą do dyrektora biura studiów SB płk. Adama Malika raport. Głosi on: "Uprzejmie prosimy o zatwierdzenie wybrakowania oryginalnego doniesienia tw ps. »BOLEK« z dnia 12.01.1971 r., wyłączonego z teczki pracy nr archiwalny I 14713, kart 2, strona nr 25 i 26. /kserokopia  doniesienia w załączeniu/. Dokument ten wykorzystany został w działaniach specjalnych krypt. »AMBASADOR«, realizowanych w pierwszej dekadzie 1982 r.".


Operacja SB "Ambasador"


Na dokumencie widnieje też odręczna adnotacja zastępcy płk. Malika - płk. Stanisława Stępnia. "Proponuję zatwierdzić dla uporządkowania dokumentacji zdawanej do archiwum" - zasugerował.


Operacja SB "Ambasador" wyszła na jaw w 2000 r., w czasie procesu lustracyjnego Lecha Wałęsy, któremu poddał się jako kandydat na prezydenta.


"Wybrakowany" dokument z załącznika jest dostępny w aktach IPN. To opatrzona klauzulą "tajne" "informacja" z 12 stycznia 1971 r., spisana na maszynie z relacji źródła "Bolek" przez kpt. Edwarda Graczyka. To relacja z przebiegu wydarzeń na Wydziale W-4 Stoczni Gdańskiej od 1 do 12 stycznia 1971 r.

 

"Bolek" ma tam twierdzić, że na wydziale toczą się dyskusje o strajku, i że "rozpowszechniane są różne ulotki. Pisane są one ręcznie i na maszynach. Traser z wydziału W-4 obiecał że odbije te ulotki na powielaczu i jedną z nich dostarczy mi. Do dnia dzisiejszego trasera nie spotkałem i ulotki nie otrzymałem. Wiadomo mi jest że ów traser o nazwisku Kontor posiada posrednie dotarcie do powielacza gdyż w powielarni pracuje jego kolega. Z opowiadan stoczniowców wiem że ulotki te są antypanstwowe i dotyczą osoby Tow. Kociołka, MO itp." - głosi dokument.


"Odpowiedzi moje odnośnie ich propozycji były wymijające"


Dalej "Bolek" miał powiedzieć, że 11 stycznia dwaj pracownicy wydziału W-4: Jan Jasiński i Popielewski mieli sondować go, co myśli o strajku w stoczni. "Z rozmowy z nimi wywnioskowałem że szukają oni ludzi którzy mogliby pokierować strajkiem. Odpowiedzi moje odnośnie ich propozycji były wymijające powiedziałem im że obawiam się konsekwencji i odpowiedzialności za to gdyż za podobną działalnosc byłem zatrzymany przez MO. Uważam że jasinski i Popielewski mogą być członkami jakis komórki organizacyjnej która może zorganizować strajk. Ten sam Jasinski wypożyczył mi do przepisania ulotkę krążącą po stoczni pod tytułem »Ballada Stoczniowców« obiecał mi również że przekaże mi ulotki o innej tresci które wypożyczył dla innych stoczniowców" - napisał kpt. Graczyk.


Maszynopis  przeznaczony do "wybrakowania"


W dalszej części "informacji" "Bolek" miał powiedzieć, że uważa za wskazane, aby dla lepszego zakonspirowania jego osoby wezwać go na MO. "Inne osoby z mojego Wydziału są zoriętowane o mojej działalności w Radzie Delegatów i nie wezwanie mnie do Komendy może wzbudzić różne podejrzenia" - wyjaśnił. Dodał, że wie, iż Jasiński jest wzywany na milicję, ale rozmów z funkcjonariuszami "specjalnie nie obawia się". "Ja osobiscie uważam że rozmowa z nim powinna być delikatna gdyż może on bardziej zamknąć się w sobie i nie uzewnętrzniać swoich mysli. Ponadto uważam że w tej chwili Jasinski może być członkiem jakiegoś tajnego komitatu. Daży in mnie w tej chwili zaufaniem i w najbliższym czasie będę mógł podać bliższe szczegóły o nim i o jego działalności. W tozmowie z innymi kolegami dowiedziałem się że Jasinski w czasie wydarzen grudniowych brał udział w grabieżach /były to rzeczy kosmetyczne/" - czytamy w maszynopisie przeznaczonym do "wybrakowania".


W czasie procesu lustracyjnego Wałęsy w 2000 r. ówczesny zastępca Rzecznika Interesu Publicznego Krzysztof Kauba wnosił o umorzenie sprawy przez Sąd Lustracyjny z powodu braku wystarczających dowodów pozwalających ocenić, czy oświadczenie Wałęsy o braku współpracy, jest prawdziwe. Sąd uznał, że Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne.


W 1982 r. SB fałszowała własne akta


W ustnym uzasadnieniu oczyszczającego Wałęsę orzeczenia Sądu Lustracyjnego sędzia Paweł Rysiński przywołał dokument SB z 1985 r., w którym rekonstruowano "działania specjalne" SB wobec Wałęsy. Wynika z niego, że trzy lata wcześniej - w 1982 r. - SB fałszowała własne akta, by skompromitować Wałęsę nie tylko w społeczeństwie polskim i w "Solidarności", ale także za granicą.


"Pierwszy etap działań polegał na »przedłużeniu działalności« tajnego współpracownika »Bolek«, tj. Lecha Wałęsy o minimum 10 lat (ostatnie doniesienie »Bolka« pochodziło z 1970 roku)" - napisał autor notatki, oficer SB. "Korzystając ze wszystkich dostępnych materiałów, tj. stenogramów przemówień Lecha Wałęsy wygłoszonych w różnych miastach Polski, komunikatów Biura B, materiałów techniki operacyjnej sporządziliśmy kilka doniesień, z których ostatnie nosiło datę prawdopodobnie 1981 r." - pisał funkcjonariusz. "»Dokumentom« nadano właściwą szatę graficzną (charakter pisma tajnego współpracownika »Bolek«, omówienie, odpowiedni papier). Na każdym z doniesień zaznaczone było miejsce jego odbioru oraz sposób przekazania. Elementy te dobierano w taki sposób, żeby pasowały one do Lecha Wałęsy, zwłaszcza sposobu jego zachowania i miejsc pobytu, o których wiedzieli inni."


"Działania SB doprowadziły do tego, że w 1982 r. Wałęsa nie dostał Nagrody Nobla"

 

"Drugi etap operacji polegać miał na rozprowadzeniu sporządzonych doniesień w taki sposób, aby doprowadzić do prawdziwego lub pozornego sądu nad Wałęsą oraz sporego poruszenia całego byłego NSZZ »Solidarność«" - pisał w 1985 r. funkcjonariusz SB. Mówiąc o tym dokumencie, sędzia oświadczył: "W sposób oczywisty jego wymowa wskazuje na to, że nawet gdyby sąd dotarł do pierwotnego, oryginalnego dokumentu, ręcznie sporządzonego przez tajnego współpracownika »Bolek«, to i tak w dniu dzisiejszym nie byłby w stanie stwierdzić, że istotnie ten dokument jest oryginalny, ponieważ wymowa tego pisma, które sąd dzisiaj ujawnił, jest jednoznaczna".


Według autora notatki działania SB doprowadziły do tego, że w 1982 r. Wałęsa nie dostał pokojowej Nagrody Nobla (ówczesny lider podziemnej "S" otrzymał ją rok później - red.). Według notatki stało się tak m.in. dzięki przesłaniu ambasadorowi Norwegii w Polsce podrobionych donosów Wałęsy i pokwitowań za nie.


PAP