Karetka była umowiona na godzinę 14. Podróż zaczęła się jednak dopiero po godz. 23:00. Córka pacjentki Maria Miniewska przekonuje, że matką po wypisaniu szpital już się nie interesował. - W tym czasie mama już nie dostała leków ani jedzenia - powiedziała.

 

Szpital wini podwykonawcę

 

Według gazety, dyrektor szpitala nie potrafił wyjaśnić, dlaczego chorej nie zapewniono opieki. Jak poinformował, jeśli rodzina wystąpi ze  skargą, zostanie przeprowadzone dochodzenie.

 

Winą za długi czas oczekiwania obarczył podwykonawcę usług przewozów ambulansami, firmę Sal-Med.

 

Dyrektor firmy powiedział, że problemy z transportem tego dnia spowodowane były awarią jednej z karetek i kolizją drugiej. - Dyspozytor informował szpital, że będą opóźnienia, ale sam nie wiedział, że aż takie - wyjaśnił, i dodał, że firma starała się traktować wszystkich równo i robiła, co mogła w tej sytuacji.

 

gazetawroclawska.pl