- Trzeba wreszcie rozmawiać o konkretach, a nie o spekulacjach – powiedział prof. Friszke w rozmowie z dziennikarką Polsat News Ewą Gajewską.

 

Ujawnienie materiałów to "bomba atomowa"

 

W jego ocenie autentyczność dokumentów dotyczących TW "Bolka" nie powinna budzić żadnych wątpliwości. - Sfałszowanie ponad trzystu stron dokumentów wydaje się mało prawdopodobne. Fałszowano co prawda dokumenty, ale miały one kilka stron. Chodziło wtedy m.in. o to, żeby zablokować mu (Wałęsie - red.) nagrodę Nobla. Tu mamy 300 stron, to mało prawdopodobne, że ktoś uważał za sens fałszowanie całej teczki - przyznał prof. Friszke.

 

Zdaniem historyka wdowa po gen. Czesławie Kiszczaku, Maria Kiszczak "nie wiedziała co czyni" ujawniając dokumenty dot. TW "Bolka". - To jest starsza osoba. Trochę nie wiedziała co czyni i jakie to będzie miało konsekwencje. Trudno teraz wdawać się w takie spekulacje - stwierdził. - Każdy przecież wie, że ujawnienie takich materiałów musiało być po prostu bombą atomową - dodał.

 

Dokumenty w domu gen. Kiszczaka

 

Na przełomie stycznia i lutego Maria Kiszczak zwróciła się do IPN z prośbą o spotkanie z prezesem Instytutu. Do spotkania doszło 16 lutego. Wdowa po Kiszczaku miała je rozpocząć od stwierdzenia, że jej mąż, przed śmiercią, powiedział jej, że jeśli będzie miała jakiekolwiek problemy finansowe, ma zgłosić się do prezesa IPN z ofertą sprzedaży przechowywanych dokumentów. Za materiały Maria Kiszczak miała zażądać od IPN 90 tysięcy złotych.

 

Jak poinformował prezes IPN w zabezpieczonych dokumentach pochodzących z archiwum gen. Czesława Kiszczaka znajduje się m.in. teczka personalna i teczka pracy TW "Bolek" oraz odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy, podpisane: Lech Wałęsa "Bolek". Dokumenty znajdujące się w obu teczkach obejmują lata 1970-1976. Według opinii uczestniczącego w badaniu dokumentów z domu gen. Kiszczaka eksperta archiwisty są one autentyczne.