Maria Kiszczak stwierdziła, że nie jest kompetentna, by określić, czy Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem o pseudonimie "Bolek". - Tym zajmował się mój mąż. Generał znał prawdę - stwierdziła odpowiadając na pytania Jana Derengowskiego.

 

"Nie chciał, by Wałęsa został zrzucony z piedestału"

 

Opowiadając o tym, jak wyglądały kulisy oferty, którą złożyła Instytutowi Pamięci Narodowej, przyznała, że nie znała znajdującej się w dokumentach notatki męża, który miał ją prosić, "by teczki ujawniła dopiero za kilkanaście lat". - W tym pliku kartek dotyczących "Bolka" była taka uwaga mojego męża, że "zrobił to dla dobra Polski". Że chce, by Wałęsa pozostał polskim bohaterem. Że został wyniesiony na piedestał i nie chce, żeby z tego piedestału został zrzucony - mówiła. Jak dodała, jej mąż chciał, "by Polska miała takiego bohatera".

 

Co, jej zdaniem, zmieniłoby się, gdyby przechowywane przez gen. Kiszczaka dokumenty zostały ujawnione później? - Za kilkanaście lat to byłaby przeszłość, a do tego czasu Wałęsa byłby bohaterem - stwierdziła

 

Maria Kiszczak powiedziała też, że oprócz teczek - IPN zabrał również prywatne zdjęcia Czesława Kiszczaka z obrad Okrągłego Stołu.

 

Żona generała idzie do IPN

 

Na przełomie stycznia i lutego Maria Kiszczak zwróciła się do IPN z prośbą o spotkanie z prezesem Instytutu. Do spotkania doszło 16 lutego. Wdowa po Kiszczaku miała rozpocząć je od stwierdzenia, że jej mąż, przed śmiercią, powiedział, że jeśli będzie miała jakiekolwiek problemy finansowe, ma zgłosić się do prezesa IPN z ofertą sprzedaży przechowywanych przez niego dokumentów. Za materiały Maria Kiszczak miała zażądać od IPN 90 tysięcy złotych.


Poinformowano, że w zabezpieczonych dokumentach pochodzących z archiwum gen. Czesława Kiszczaka znajduje się m.in. teczka personalna i teczka pracy TW "Bolek" oraz odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy, podpisane: Lech Wałęsa "Bolek". Dokumenty znajdujące się w obu teczkach obejmują lata 1970-1976. Według opinii uczestniczącego w badaniu dokumentów z domu gen. Kiszczaka eksperta archiwisty są one autentyczne.

 

Polsat News