Od połowy lat 90. żaden wenezuelski rząd do tej pory nie zdecydował się na taki krok. W społeczeństwie żywe pozostaje wspomnienie krwawo stłumionych rozruchów, znanych jako "Caracazo", które wybuchły w 1989 roku w reakcji na dekret prezydenta Carlosa Andresa Pereza o podwyżce cen benzyny.

 

Gospodarka Wenezueli załamała się jednak w wyniku dołujących cen ropy naftowej, z której pochodzi ok. 95 proc. przychodów państwa z eksportu. W ubiegłym roku PKB skurczył się o 10 proc., podczas gdy szaleje inflacja i brakuje niektórych podstawowych produktów.

 

W wyniki zmian benzyna 95-oktanowa podrożała aż o 6086 proc., a jej cena skoczyła z 0,097 boliwara (ok. 0,01 dol.) do 6 boliwarów (ok. 0,6 dol.) za litr. Benzyna 91-oktanowa podrożała o 1300 proc. i kosztuje ok. 0,1  dol.

 

W związku z podwyżkami Nicolas Maduro wygłosił kilkugodzinne przemówienie telewizyjne. - Apeluję o spokój i uszanowanie tych niezbędnych decyzji - tłumaczył i dodał: - Wenezuela ma najtańszą benzynę na świecie. Koszt jest niemal zerowy.

 

Wenezuelscy kierowcy w środę wieczorem na stacjach twierdzili, że działania rządu rozumieją, ale obawiają się inflacji, którą mogą wywołać.

 

Dwa kursy dolara: oficjalny i płynny

 

Maduro ogłosił również dewaluację narodowej waluty i zapowiedział uproszczenie złożonego kursu wymiany boliwara na dolary, wprowadzając dwa oficjalne kursy w miejsce trzech.

 

Oficjalny kurs dla uznawanych za priorytetowe towarów pierwszej kategorii, jak żywność i leki, ma obecnie wynosić 10 boliwarów (dotychczas 6,3) za dolara, co oznacza dewaluację o 37 proc. Według obowiązującego równolegle "płynnego kursu", za jednego dolara zapłacić trzeba będzie od 200 boliwarów.

 

Według amerykańskich analityków, ostra dewaluacja boliwara była konieczna, aby ograniczyć skutki pogłebiającej się recesji. Ponadto niezbędne są cięcia w wydatkach publicznych i podwyżka cen prądu.

 

independent.co.uk, PAP