- Po pierwsze nie wiem, co tam jest, po drugie, czy to są rzeczy sfabrykowane. Trudno powiedzieć - stwierdził Miller.  

 

Jak dodał, jest zażenowany sytuacją, "w której wdowa po generale przychodzi do IPN i mówi, że ma interesujące dokumenty, dajcie mi 90 tys. zł". - Jestem zażenowany też sytuacją odwrotną, gdy to IPN mówi, że ma ona ciekawe dokumenty, więc za nie zapłaci. To pokazuje, w jakim punkcie jest polska polityka - ocenił były premier.

 

Jego zdaniem, jeśli wdowa po gen. Kiszczaku chciała sprzedać dokumenty męża, to zainteresowanych nimi byłoby wiele instytucji, "również za granicą, np. Instytut Hoovera (amerykańska instytucja gromadząca m.in. międzynarodowe archiwa, w tym dotyczące Polski - red.), który kupuje takie rzeczy".

 

- Zastanawiam się, jak to się stało, czy to jest prawdziwe? - powiedział Miller.

 

Na pytanie prowadzącego program Jarosława Gugały, czy wierzy we współpracę Lecha Wałęsy ze służbami bezpieczeństwa, polityk SLD odpowiedział: - Sam (Wałęsa - red.) mówi, że miał epizod ze SB. Twierdzi, że ich przechytrzył i nie miało to wpływu na decyzje, jakie podejmował. Jak było naprawdę, wie pewnie Wałęsa i ci, z którymi współpracował.