Opozycja krytykuje rząd za sfinalizowanie w sierpniu ubiegłego roku umowy z Serbią o stworzeniu wspólnoty gmin serbskich w Kosowie - co ma zapewnić Serbom swego rodzaju autonomię - oraz za podpisanie w tym samym miesiącu układu granicznego z Czarnogórą. Zdaniem opozycji naruszono w ten sposób konstytucję i suwerenność państwa. W grudniu Trybunał Konstytucyjny uznał niektóre postanowienia umowy z Serbią za sprzeczne z ustawą zasadniczą.   


Trzy partie opozycyjne - nacjonalistyczne Vetevendosje (Samostanowienie), Sojusz na rzecz Przyszłości (AAK) i Nisma (Inicjatywa) - domagają się od rządu anulowania tych porozumień lub w przeciwnym wypadku jego ustąpienia. Żądania takie stawiano również w trakcie kolejnych ulicznych protestów w Prisztinie, z których poprzedni odbył się 9 stycznia i dał grupie awanturników okazję do próby podpalenia siedziby rządu.


"Precz z rządem"


Większość uczestników środowej demonstracji miała ze sobą flagi państwowe Albanii, flag Kosowa było znacznie mniej, a ponadto widać było nieliczne flagi USA i Niemiec. Niesiono transparenty z napisem "Chcemy suwerennego państwa", co chwila słychać było okrzyki "Precz z rządem". Po zakończeniu demonstracji jej uczestnicy spokojnie się rozeszli.


Według opozycji była to największa jak dotąd akcja protestacyjna w Kosowie. Media podały, że demonstrantów mogło być więcej niż 9 stycznia, kiedy to opozycja oceniała ich liczbę na 100 tys., natomiast obserwatorzy na tylko 20 do 40 tys.

 

PAP