Jak powiedział Łukasz Kamiński, we wtorek w mieszkaniu Marii Kiszczak został zabezpieczony przez prokuratora IPN "szereg dokumentów, których wstępna analiza wskazuje, że podlegają przekazaniu do zasobu archiwalnego IPN".  Wyjaśnił, że nastąpiło to w ramach wszczętego w ub. roku śledztwa ws. ukrycia dokumentów podlegających przekazaniu Instytutowi Pamięci Narodowej.

 

- Wśród przejętych wczoraj materiałów są rękopisy, maszynopisy i fotografie. Zabezpieczona przez prokuratora IPN dokumentacja - w sumie sześć obszernych pakietów - została przewieziona do siedziby IPN - powiedział prezes Instytutu.

 

Dodał, że w możliwie krótkim czasie "odnaleziona dokumentacja zostanie udostępniona na podstawie procedur określonych w ustawie o IPN".

 

W środę rano grupa prokuratorów i ekspertów zaczęła formalne oględziny tych materiałów. Jak zaznaczył Łukasz Kamiński, dopiero po oględzinach będzie można stwierdzić, czy są to oryginały.

 

Czy była oferta sprzedaży dokumentów?

 

Wcześniej rzeczniczka IPN przyznała, że Maria Kiszczak chciała sprzedać Instytutowi te dokumenty za 90 tys. zł. Zgodnie z ustawą każdy, kto bez tytułu prawnego posiada dokumenty zawierające informacje z zakresu działania IPN, jest obowiązany wydać je bezzwłocznie prezesowi Instytutu.

 

Nagabywani przez dziennikarzy wdowa i syn Kiszczaka unikali odpowiedzi w tek kwestii. - Rozmawialiśmy na temat kosztów - stwierdziła  Maria Kiszczak. - To nie była żadna sprzedaż tylko weryfikacja dokumentów. Wprowadzeni jesteście Państwo w błąd - mówił dziennikarzom Jarosław Kiszczak.

 

 

Jarosław Wałęsa: dokumenty bez wartości

 

- Generał Kiszczak zajmował się preparowaniem dokumentów przeciwko opozycji, więc to co znaleziono w jego domu nie może mieć żadnej wartości - tak o znalezionych dokumentach mówi syn byłego prezydenta - Jarosław Wałęsa.

 


- Emocjonujemy się nie do końca wiadomo czym.(…) Sytuacja jest absurdalna i niezdrowa. Odpuśćmy sobie te emocje, pozwólmy IPN działać. Nie wiem na ile Instytut jest wiarygodny. Ta sytuacja to jest próba ataku, ale te ataki się chyba nie skończą , zawsze będą ludzie, którzy będą mówili niestworzone rzeczy o moim ojcu  - dodał Jarosław Wałęsa. 

 


Dokumenty TW "Bolka"

 

Według wcześniejszych informacji przejęte dokumenty dotyczą spotkań służb bezpieczeństwa PRL z tajnym współpracownikiem "Bolkiem". O bycie nim oskarżany był Lech Wałęsa, który wielokrotnie temu zaprzeczał.

 
Były prezydent, do sytuacji, która miała miejsce we wtorek w związku z dokumentami Kiszczaka, odniósł się w serwisie Wykop.pl. Napisał m.in.: "Zwycięzcy się nie sądzi, nie jesteście w stanie kłamstwami, pomówieniami, podróbkami zmienić prawdziwych faktów".
 
W 2000 roku Sąd Lustracyjny orzekł, że Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne, iż nie był agentem służb PRL. Sąd uznał wówczas, że SB fałszowała akta dotyczące Wałęsy i nie ma - oprócz wypisu z rejestru SB - jakiegokolwiek dowodu, który potwierdzałby fakt współpracy Wałęsy jako TW "Bolek".

 

PAP