Mężczyzna na trzy miesiące trafił do aresztu. Do jego zatrzymania doszło w sobotę, ale dopiero dziś poinformowała o tym policja. W. usłyszał zarzuty przywłaszczenia mienia znacznej wartości i działania w zorganizowanej grupie przestępczej. 

 

- Mamy ustalony skład tej grupy. Śledztwo nie jest jeszcze zakończone. Krzysztof W. nie przyznał się do winy, ale złożył wyjaśnienia – powiedziała Renata Mazur-Prus, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

 

Przypomniała, że we wrześniu w tej sprawie postawiono zarzuty 4 innym osobom i udało się odzyskać skradzione 100 tys. zł. Policja poszukuje reszty pieniędzy.

 

Z zawodu krawiec

 

- Do zatrzymania doszło na osiedlu domów jednorodzinnych. Mężczyzna mieszkał wraz ze swoją  rodziną. Wygląda zupełnie inaczej niż na nagraniach, które publikowaliśmy krótko po przestępstwie. Ma włosy, nie ma brody i jest zdecydowanie szczuplejszy. Nie wiemy, czym zajmował się po kradzieży, ale z zawodu jest krawcem - poinformował Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji.

 

Jak wyjaśnił, poprzedni wizerunek Krzysztofa W. był efektem długotrwałych przygotowań. - Między innymi przyjmował suplementy diety, by przybrać na wadze - poinformował Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji.

 

List gończy za Grzegorzem Łuczakiem

 

W związku z przywłaszczeniem gotówki śledczy poszukują jeszcze Grzegorza Łuczaka, wiceprezesa firmy, która konwojowała pieniądze. - Jest on podejrzewany o działanie w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przywłaszczenie mienia znacznej wartości. Wydano za nim list gończy. Prokuratura zdecydowała się opublikować jego wizerunek i dane personalne – wyjaśniła Mazur-Prus.

 

To nie koniec zatrzymań. Śledczy poszukują również Mariusza K. oraz mężczyzny o nieustalonej jeszcze tożsamości. – Wiemy na czym polegał udział tego mężczyzny w zdarzeniu – dodała Mazur-Prus.

 

Żadna z zatrzymanych osób nie przyznała się do stawianych zarzutów.

 

Starannie zaplanował kradzież

 

Krzysztof W. uciekł z pieniędzmi w lipcu 2015 roku. Odjeżdżając sprzed banku miał przy sobie specjalne urządzenie, przy pomocy którego zagłuszył umieszczony w furgonie nadajnik GPS. Potem porzucił samochód w lesie i zniknął razem z gotówką. Wcześniej dokładnie wyczyścił auto używając do tego ciekłego chloru. Psy tropiące były bez szans. Ustalenie tożsamości złodzieja było trudne, bo zatrudnił się jako ochroniarz na podstawie sfałszowanych dokumentów. Nie pozostawił po sobie żadnych odcisków palców.