W punktach usługowych, oprócz prasy, można było kupić jedzenie, pójść do fryzjera, zrobić zdjęcia czy opłacić kartę telefoniczną. Władza postanowiła je zburzyć, bo jej zdaniem powstały nielegalnie podczas boomu budowlanego lat ’90, a oprócz brzydoty wizualnej i przestrzennej, utrudniają komunikację w ważnych miejscach – np. w okolicy stacji metra.


Mimo protestów właścicieli punktów, burzenie rozpoczęło się w poniedziałek. Niektórzy z przedsiębiorców twierdzą, że nie dostali odpowiedniej informacji o rozbiórce, a wielu z nich nie było nawet w stanie opróżnić sklepów ze swoich rzeczy. Mieszkańcy Moskwy skarżyli się na działania władzy w social media. Są zdania, że rozbiórki pozbawią ich wygodnego dostępu do praktycznych usług.


Tymczasem moskiewski arcybiskup Dmitrij Smirnow powiedział, że odzyskana podczas demolki ziemia mogła by być wykorzystana do budowy nowych cerkwi i zacytował patriarchę Moskwy Aleksego, który powiedział: "im więcej mamy kościołów, tym mniej jest więzień".

 

fot. PAP/EPA/Maxim Shipenkov


BBC