Początek spotkania wskazywał, że Zaksa będzie dyktowała warunki i gładko sięgnie po trofeum. Nie minęło bowiem sześć minut pojedynku, a szkoleniowiec Skry Miguel Falasca wziął czas - jego zespół bardzo łatwo oddawał punkty i przegrywał 1:5. Przerwa niewiele pomogła. Rozpędzony zespół z Kędzierzyna-Koźla dzięki świetnej zagrywce Dawida Konarskiego zdobył kolejne trzy punkty i prowadził 8:1. Zaksa nie zwalniała i zdeklasowała Skrę 25:12.

 

Twarda wymiana punkt za punkt

 

Drugi set przyniósł oczekiwane po finale emocje. Bełchatowianie znaleźli sposób na zagrywkę rywali i sami też zaczęli odważniej serwować. Na drugą przerwę techniczną schodzili prowadząc 16:13. W pierwszej akcji po wznowieniu gry Konarski został zablokowany i Skra prowadziła czterema punktami. Od tego momentu zaczęła się pogoń Zaksy i po kilku minutach było 20:20. Ostatnie słowo należało jednak do Skry, która wygrała tę partię 25:23.

 

Twarda wymiana punkt za punkt trwała przez cały trzeci set. W jego końcówce kędzierzynianie odskoczyli na 21:19. Przy stanie 24:22 Rafał Buszek obił skutecznie blok Skry i zespół trenera Ferdinando De Giorgi prowadził 2:1.

 

Miguel Falasca dostał czerwoną kartkę

 

Czwarty set przyniósł jeszcze więcej emocji, które zaczęły udzielać się trenerowi Skry. Przy stanie 6:5 punkt zdobyła ZAKSA, ale zażądał weryfikacji wideo. Mocno przy tym protestował za co został ukarany czerwoną kartką, a ponieważ okazało się, że zawodnicy Zaksy prawidłowo zdobyli punkt zrobiło się 8:5.

 

Po wznowieniu gry Mariusz Wlazły przeszedł linię trzeciego metra; chwilę później skutecznie kontrę wykończył Sam Deroo i zespół z Kędzierzyna prowadził 10:5. To mógł być kluczowy moment tego seta, ale Skra się nie poddała i mozolnie odrabiała straty, aby doprowadzić do remisu 17:17 i niebawem objąć prowadzenie 19:18.

 

Niewykorzystane szanse Zaksy

 

Końcówka seta była nieprawdopodobnie emocjonująca; ZAKSA miała trzy piłki meczowe, ale bełchatowianie za każdym razem się bronili. Przy stanie 26:26 zablokowany został Deroo, a następnie Srecko Lisinac potężnym uderzeniem wykończył atak i tie-break stał się faktem.

 

Do stanu 3:3 trwała wymiana punkt za punkt. W kolejnych dwóch akcjach Skra popełniła błędy w ataku. Skutecznie został zablokowany Facindo Conte, zaś Mariusz Wlazły posłał piłkę w aut przy przyjęciu i kibice Zaksy zaczęli świętowanie. To nie był jednak koniec emocji, bowiem Skra zdołała po pełnym emocji pościgu odrobić straty (13:13). Pierwsze piłki setowe i meczowe miała ZAKSA, ale później przejęła inicjatywę Skra. Przy stanie 18:19 Deroo nie trafił w boisko i bełchatowianie unieśli ręce w geście triumfu.

 

PAP