Obama potępił antymuzułmańskie wypowiedzi "niektórych polityków" jako "absolutnie niewybaczalne", co było czytelną aluzją do wystąpień ubiegających się o nominację Republikanów w wyborach prezydenckich Donalda Trumpa i Bena Carsona, choć prezydent nie wymienił ich ani nie zacytował ich wypowiedzi.

 

Trump ogłosił propozycję wprowadzenia "całkowitego zakazu wjazdu do USA dla muzułmanów", zarówno dla imigrantów, jak i turystów, uznając to za sposób, by chronić USA przed "straszliwymi atakami ze strony ludzi, którzy wierzą w dżihad".

 

- Słyszymy ostatnio niewybaczalną retorykę, wymierzoną w amerykańskich muzułmanów, w naszym kraju takie wypowiedzi nie powinny mieć miejsca - powiedział Obama w meczecie na przedmieściach Baltimore.

 

Prezydent skrytykował uprzedzenia wobec amerykańskich muzułmanów, które - jak powiedział - po zamachach terrorystycznych w Paryżu i Kalifornii stają się coraz bardziej powszechne.

 

13 listopada zeszłęgo roku doszło do serii zamachów w Paryżu, w których zginęło 130 osób. Do odpowiedzialności przyznało się Państwo Islamskie (IS). W Kalifornii 2 grudnia muzułmańskie małżeństwo zastrzeliło w San Bernardino 14 osób. IS ogłosiło, że sprawcy byli zwolennikami tej organizacji.

 

Stosunek do islamu stał się tak drażliwą politycznie kwestią, że Obama, który odwiedził wiele meczetów podczas swych zagranicznych podróży, zaczekał niemal do końca swej drugiej kadencji z wizytą w świątyni amerykańskich muzułmanów.

 

Obama, który jest chrześcijaninem, posądzany był o to, że jest muzułmaninem, i pogląd ten jest wciąż dość rozpowszechniony wśród zwolenników Republikanów.

 

PAP