Początek meczu w wykonaniu Polaków był obiecujący, bo po trafieniu Przemysława Krajewskiego w 5. min. prowadzili 3:1. Przez kolejne sześć minut zespół niemieckiego trenera Michaela Bieglera nie potrafił jednak znaleźć sposobu na oszukanie obrony rywali i Szwedzi, którzy także mieli duże problemy ze zdobywaniem bramek, dorowadzili do remisu.

 

Do 18. minuty trwała wymiana gol za gol i żadnej z drużyn nie udało się wypracować przewagi. Kolejne minuty należały już bezdyskusyjnie do biało-czerwonych. Dzięki twardej obronie, świetnym interwencjom Sławomira Szmala i kontratakom Polacy odskoczyli na 10:6.

 

Szwedzi odrobili straty

 

Później jednak ponownie Polakom przydarzył się kolejny kilkuminutowy okres słabej postawy w ofensywie, kiedy zmuszeni do ataku pozycyjnego odbijali się od twardej obrony rywali i na tablicy wyników szybko pojawił się remis (10:10).

 

Ponieważ w końcówce pierwszej połowy żadnej z drużyn nie udało się wypracować nawet minimalnej przewagi, druga odsłona spotkania zaczęła się od remisu 12:12 i wyglądała podobnie jak pierwsze 30 minut. Polacy nadal mieli problemy z atakiem pozycyjnym, i to nawet, kiedy grali w przewadze.

 

Biało-czerwoni dobrze za to spisywali się w defensywie i jak zwykle w bramce nie zawodził Szmal. Świetnie bronił również bramkarz szwedzki Mikael Appelgren i na 15 minut przed końcem spotkania był remis 18:18.

 

Nerwy Bieglera

 

Wynik cały czas utrzymywał się wokół remisu (24:24 w 56. min). Oba zespoły starały się do tego momentu walczyć, ale widać było, że zawodnicy unikają twardych starć, o czym mogą świadczyć tylko dwa wykluczenia dwuminutowe. Emocje zaczęły także udzielać trenerowi Bieglerowi, który po jednej z akcji, kiedy arbitrzy odgwizdali rzut karny, mocno gestykulował w stronę boiska.

 

Było to przy stanie 25:24 dla Polski, kiedy chwilę wcześniej Krajewski nie wykorzystał rzutu karnego i szansy na podwyższenie prowadzenia. Szwedzi też jednak nie wykorzystali karnego, a chwilę później Karol Bielecki posłał potężny rzut w okienko bramki Appelgrena i na kilkadziesiąt sekund przed końcem Polacy prowadzili dwoma golami 26:24. Trener rywali próbował jeszcze ratować wynik, wziął czas, ale więcej goli nie padło.

 

PAP