Niespełna półtora miesiąca temu do  sklepu w centrum Bielska Podlaskiego wszedł mężczyzna w kapturze i szaliku rozpylił gaz łzawiący w stronę ekspedientki, młotkiem rozbił gablotę i zabrał do torby złote łańcuszki. Wówczas napad także zarejestrowały kamery monitoringu. 

 

Jubiler Grzegorz Markowski przyznaje, że był okradany już co najmniej 15 razy, ale tylko w ostatnich dwóch latach jego sklep obrabowano aż siedem razy. - Białystok, Bielsk Podlaski, Siemiatycze, Łapy - Grzegorz Markowski wylicza miejscowości, w których obrabowano ostatnio jego sklepy.

 

- Nie mam już pomysłu, jak się zabezpieczyć. Zostaje mi chyba już tylko zamknąć punkty w małych miejscowościach - powiedział polastnews.pl.

 

Przyznaje, że ratuje go fakt iż jest producentem. - Sprzedaję swoje wyroby w całej Polsce. Sklepy mógłbym zamknąć, ale szkoda mi pracowników. Niektóre panie są tuż przed emeryturą - zauważył. 
 
Ma też zastrzeżenia do sprawności działania wymiaru sprawiedliwości. Sam, jak twierdzi, złapał trzech sprawców kradzieży. - Ale jeśli nawet policji udaje się kogoś złapać, to później włamywacz dostaje wyrok w zawieszeniu i znowu kradnie - zauważa Markowski.

 

W tej sprawie policja zabezpieczyła już monitoring z lokalu. - W tej chwili trwają czynności techniczne, później będziemy analizować nagranie. Zabezpieczyliśmy także ślady i dowody w sprawie. Złodzieje zabrali biżuterię i gotówkę. Mamy wstępne szacunki strat, ale ze względu na dobro śledztwa nie mogę podać szczegółów - powiedział polsatnews.pl podinsp. Andrzej Baranowski z podlaskiej policji.

 

Właściciel musi też toczyć ciągłą wojnę z ubezpieczycielami, którzy nie chcą wypłacać mu odszkodowań. - Zdarza się, że policja zakwalifikuje włamanie do sklepu jako zabór mienia i już mam problem, bo ubezpieczyciel wskazuje na umowę, w której zapisana jest wypłata odszkodowania, gdy doszło do rabunku - wyjaśnia dodając, że z niektórymi firmami toczy długoletni spór.