Zawiadomienie o zaginięciu dziewczynki wpłynęło do berlińskiej policji 11 stycznia. 13-latka odnalazła się po 30 godzinach. O porwaniu i gwałcie opowiadała rodzina nastolatki w rosyjskiej telewizji państwowej. Prokuratura w Berlinie podejrzewa jednak, że dziewczynka dobrowolnie utrzymywała kontakty seksualne z dwoma mężczyznami.

 

Ławrow żąda wyjaśnień


We wtorek Ławrow wezwał władze w Berlinie do "pełnego wyjaśnienia" okoliczności tego zajścia. - Myślę, że w tym przypadku powinny zwyciężyć prawda i sprawiedliwość - powiedział szef rosyjskiej dyplomacji.


Prokuratura w Berlinie wszczęła postępowanie przeciwko dwóm 20-letnim mężczyznom. - Podejrzewamy, że przed swoim zniknięciem dziewczynka utrzymywała z nimi za obopólną zgodą kontakty seksualne - powiedział rzecznik berlińskiej prokuratury. - Nie wiemy, co działo się w czasie, gdy dziewczynka zaginęła. Jak dotąd nie wyjaśniliśmy tego - przyznał rzecznik.

 

Agencja DPA informuje, że 13-latka złożyła sprzeczne wyjaśnienia.

 

Protest przeciwko przemocy


W sobotę 700 osób reprezentujących środowisko Niemców pochodzących z Rosji demonstrowało przed siedzibą kanclerz Angeli Merkel. Wcześniej Narodowo-Demokratyczna Partia Niemiec zorganizowała manifestację przeciwko "przemocy ze strony imigrantów" w dzielnicy Berlina Marzahn, gdzie mieszka rzekomo zgwałcona uczennica.


Dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" napisał, że rosyjskie media wykorzystują przypadek 13-latki do antyniemieckiej propagandy, która ma na celu osłabić Unię Europejską.


Po upadku ZSRR do RFN przyjechało stamtąd około 3 mln osób niemieckiego pochodzenia oraz członków ich rodzin. W większości byli to potomkowie Niemców, którzy od XVIII wieku osiedlali się w Rosji. Wielu z nich zajmowało kierownicze stanowiska w carskiej administracji. W czasach stalinowskich poddani zostali ostrym represjom. Według ekspertów część tych "Niemców rosyjskich" (Russlanddeutsche) nie zdołała dotychczas zintegrować się w niemieckim społeczeństwie.

 

PAP