Proces matki czworga nastoletnich dzieci, z których najmłodsze ma 12 lat toczył się przed sądem I instancji w Ostrołęce. Rodzina jest niewydolna wychowawczo, ma nadzór kuratora społecznego, przydzielono jej też asystenta rodziny. I to on podejrzewał, że kobieta jest w kolejnej ciąży, do czego się nie przyznawała.

 

Jak wynika z akt sprawy, na przełomie września i października 2013 roku kobieta urodziła dziecko, które udusiła, a zwłoki włożyła do foliowej torby i zakopała na terenie swojej posesji.

 

Dziecko było zdolne do samodzielnego życia

 

Wobec podejrzeń asystenta rodziny, że urodziła dziecko, rozpoczęto jego poszukiwania. W styczniu 2014 roku odkryto miejsce, gdzie 39-latka zakopała zwłoki. Z opinii biegłych wynika, że urodziło się z donoszonej ciąży i najprawdopodobniej było zdolne do samodzielnego życia.

 

Kobieta przyznała się. Biegli ocenili, że ma ona złożone zaburzenia osobowości, a dzieciobójstwa dopuściła się "pod wpływem silnych emocji: lęku, strachu, zaskoczenia i szoku".

 

Sąd Okręgowy w Ostrołęce skazał ją za dzieciobójstwo, ale doszedł do wniosku, że należy dać jej szansę i orzekł karę więzienia w zawieszeniu.

 

"Mąż zachowywał się na granicy znęcania"

 

Sąd ocenił, że nie dość, iż kobieta będzie żyła z piętnem dzieciobójczyni, to do tego ma trudną sytuację w domu - pijącego i agresywnego męża. Uznał przy tym, że w czasie ciąży była w szoku i strachu przed mężem, który - jak to ujął sąd - "powinien ją wspierać, a nie zachowywać się na granicy znęcania".

 

Sąd wziął też pod uwagę, że kobieta przyznała się i w śledztwie współpracowała, była przez trzy miesiące tymczasowo aresztowana, a wcześniej - niekarana.

 

Sąd apelacyjny uznał w czwartek, że taki wyrok i ocena dowodów była prawidłowa. Zwrócił też uwagę, że oskarżonej warto dać szansę także ze względu na dobro małoletnich dzieci, które zostałyby bez opieki matki.

 

PAP