W czasie debaty o Polsce w Parlamencie Europejskim Legutko ocenił, że do tej pory mieliśmy do czynienia z "niespotykaną językową agresją" wobec polskiego rządu, która rozpoczęła się jeszcze, zanim on powstał. - Padały stwierdzenia niszczące język i możliwość komunikacji. Jeżeli mówi się, że w Polsce dokonano zamachu stanu, to znaczy, że ten, kto to mówi, nie rozumie sensu słów, których używa albo specjalnie ten sens słów zmienia - powiedział europoseł PiS.


Podwójne standardy to potencjalnie śmiertelna choroba UE


Legutko podkreślił, że "chroniczną, głęboką i potencjalnie śmiertelną chorobą, jaka toczy UE", są podwójne standardy. Liderom frakcji socjaldemokratów i zielonych Gianniemu Pittelli i Rebecce Harms, którzy nawiązywali do demonstracji przed PE, zarzucił, że przez ostatnie osiem lat nie interesowali się liczniejszymi manifestacjami z Polski, które odbywały się w Strasburgu.


- Przez ostatnie osiem lat w Polsce, i proszę to traktować jako istotną, kluczową informację, mieliśmy do czynienia z czymś w rodzaju państwa jednopartyjnego, tzn. że jedna partia kontrolowała praktycznie wszystkie instytucje. Słyszę nagle tutaj od państwa, że nie chodzi o sprawy personalne. Gdyby moja partia wstawiła 14 sędziów do 15-osobowego Trybunału Konstytucyjnego, to tutaj rozpętałoby się piekło w tej izbie, a ja tu słyszę, że nic się nie stało, bo to są sprawy personalne - powiedział Legutko.


W UE są "kraje bardziej równe i mniej równe"


- Te podwójne standardy niestety pokazują, że w UE są kraje bardziej równe i mniej równe, są partie bardziej równe i mniej równe. Jeżeli to dalej się będzie toczyć w ten sposób, to niestety my tu nie padniemy ofiarą, tylko UE padnie ofiarą. Działając w ten sposób, działacie państwo przeciw UE - podkreślił europoseł PiS.


"Jesteście z faktami na bakier"


Odnosząc się do ubiegłotygodniowej decyzji Komisji Europejskiej, która zdecydowała się rozpocząć wobec Polski pierwszy etap procedury mającej na celu przeciwdziałanie zagrożeniom dla państwa prawa, Legutko pytał, skąd KE czerpie informacje. - Opis faktów pozostawia wiele do życzenia, ale najbardziej mnie dziwi to, że informacje przyszły ze strony przedstawicieli polskiego rządu już wcześniej. Nie ma ani śladu tych informacji, tak jakbyście państwo to wszystko wrzucili do kosza. Skąd państwo czerpiecie w takim razie informacje? Z mediów? - zapytał Legutko.


- Panowie, przyznajcie się, że jesteście z faktami na bakier, taka jest prawda - zwrócił się do przedstawicieli KE.


Legutko zarzucił też Komisji przekroczenie kompetencji i posługiwanie się instrumentem, który nie ma dobrego uzasadnienia w traktatach europejskich, zaś parlamentowi - zamiar przyjęcia rezolucji przed zbadaniem faktów. - Cała ta akcja wydaje mi się nie tylko przekroczeniem kompetencji - mówił polski eurodeputowany. - Państwo chcecie przejąć kompetencje, które państwu nie przysługują i przez fakty dokonane móc działać w ten sposób, powiedziałby, nie do końca legalny w przyszłości. I to jest też bardzo niedobre - zaznaczył Legutko.


PAP