- Jeśli chodzi o Nord Stream stanowisko Polski się nie zmienia. My uważamy, że jest to inwestycja nieuzasadniona od strony ekonomicznej, ona z ekonomią nie ma nic wspólnego. Raczej powiedziałbym, że ona jest negatywna ekonomicznie, niż pozytywna – podkreślił Andrzej Duda po spotkaniu w Brukseli z szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem.

 

Prezydent ocenił, że "do tej pory istniejące drogi transportu gazu do Europy z Rosji nie są dzisiaj w pełni wykorzystane".

 

- Trzeba w takim razie postawić zasadniczy znak zapytania, po co ta inwestycja. Odpowiedź jest następująca: niestety ma ona charakter polityczny. W naszym przekonaniu nie tylko ma charakter polityczny, ale jeszcze w dodatku jest w tym momencie niezgodna z prawem europejskim, podważa solidarność energetyczną w ramach Europy, uderza w bezpieczeństwo energetyczne nie tylko Polski, ale także Ukrainy, Słowacji i innych krajów - argumentował.

 

"Wierzymy w europejską solidarność”

 

Prezydent dodał, że "oczywiście będziemy czynili wszystko, przede wszystkim na forum Komisji Europejskiej, bo tam się dzisiaj ta sprawa dzieje, aby te realne i rzeczywiste argumenty, także prawne, i nasz punkt widzenia tutaj przedstawiać".

 

- Wierzymy w to, że solidarność europejska zwycięży nad partykularnym myśleniem i partykularnym interesem –zaznaczył Andrzej Duda.

 

- Polska od lat współtworzy główną strategię Europy, cieszę się, że znaleźliśmy wspólny język także w tej kwestii. Również w odniesieniu do Nord Stream 2 nasze oceny są bardzo podobne, żeby nie powiedzieć zbieżne – tak skomentował plany budowy gazociągu Donald Tusk.
 
Porozumienie w sprawie budowy drugiej nitki  Nord Stream po dnie Morza Bałtyckiego zostało zawartewe wrześniu ubiegłego roku. Szef rosyjskiego koncernu Gazprom podpisał je z władzami spółek BASF i E.ON (obie niemieckie), ENGIE (Francja), OMV (Austria) oraz Royal Dutch Shell (Wielka Brytania/Holandia).

 

Projekt Gazpromu i firm zachodnioeuropejskich
 
Rurociąg Nord Stream 2 ma kosztować 9,9 mld euro i mieć roczną przepustowość 55 mld metrów sześciennych gazu, budowa ma się zakończyć w 2020 roku. Według polskich ekspertów w praktyce oznacza to, że Rosjanie będą wtedy mogli zakręcić kurki gazociągu jamalskiego biegnące przez Polskę i odnogi biegnącej przez Ukrainę, bez utrudnień dla dostaw surowca na zachód Europy.


Część państw UE, w tym Polska, podkreślało, że nowy bałtycki gazociąg zakłada zwiększenie dostaw gazu rosyjskiego do Niemiec. To jest sprzeczne z celem zmniejszania zależności od głównego dostawcy, czyli właśnie Rosji, przyjętym w ramach unii energetycznej.

 

PAP, polsatnews.pl