- Będę się uśmiechał do wszystkich po lewej stronie sceny politycznej. Będę namawiał, by rozmawiać ze wszystkim partnerami, bo do tej pory SLD uważało się za jedyną partię na lewicy. To nieprawda. Jest na lewicy wiele podmiotów, środowisk, z którymi mamy marny kontakt - zapowiedział polityk lewicy w programie "Gość Wydarzeń".

 

Zastrzegł jednak, że zanim SLD będzie nawiązywało kontakty z innymi, musi zrobić porządek wewnątrz ugrupowania. - Jeżeli Sojusz będzie dokładnie wiedział, na co go stać, będzie miał jednolite kierownictwo, które będzie mówiło w jednym głosem w wielu sprawach i jeżeli te sprawy zostaną ustalone, wtedy podejmiemy rozmowy z innym partnerami - powiedział.

 

Młodzi w SLD zostali "poturbowani"

 

Prowadzący program Maciej Stroiński pytał o przyszłość młodej części partii: Krzysztofa Gawkowskiego czy Paulinę Piechnę-Więckiewicz, bo w prywatnych rozmowach skarżyli się oni, że partia ich lekko turbowała w czasach, kiedy SLD stawiał na Magdalenę Ogórek.

 

- To niemożliwe, bo raczej wszyscy trzymaliśmy się razem. Może pomysł z Magdaleną Ogórek nie był najrozsądniejszy, mówiąc eufemistycznie, ale wszyscy do końca wyborów staliśmy przy sobie w tej sprawie. Będę ich broni, byli lojalni wobec linii partii - wyjaśnił Włodzimierz Czarzasty.

 

"Wiem, kiedy bizon przychodzi i jeszcze potrafię rzucić oszczepem"

 

Były poseł zapowiedział, że będzie prosił o wsparcie wszystkich w partii, bo jak to obrazowo przedstawił: "plemiona amerykańskie wymyśliły radę starszych, która wie, kiedy bizon przychodzi oraz są młodzi, którzy jak ten bizon przychodzi potrafią w niego rzucić oszczepem lub strzelić z łuku. Ja jestem człowiekiem w średnim wieku, który wie już, kiedy bizon przychodzi i jeszcze potrafię rzucić oszczepem - powiedział.  

 

Czarzasty mówił też o przyszłości Leszka Millera. - To polityk, który wspólnie z takim ludźmi jak Włodzimierz Cimoszewicz i Aleksander Kwaśniewski wprowadził Polskę do Unii Europejskiej, chwała im za to. Proszę pamiętać, że 1,150 mln głosów oddanych na naszą koalicję, to nie jest mało. To jest 7,5 procent więcej niż dostał Ryszard Petru - argumentował polityk lewicy.

 

Zaznaczył, iż nie jest na tyle "śmiały", by myśleć o misji jednoczenia lewicy, priorytetem są bowiem porządki w SLD. - Mamy drugą liczbę prezydentów polskich miast po Platformie Obywatelskiej. Mamy radnych wojewódzkich, powiatowych, gminnych. To jest silna partia, która ma 30 tysięcy członków - podkreślił.

 

"Należę do ludzi, którzy potrafią się podnieść po upadku"

 

Kandydat na przewodniczącego SLD zapewnił też, że ma receptę na powrót partii do Sejmu.

 

- Jeżeli partia, która bierze 1,150 mln głosów, ma wszędzie struktury, majątek, ludzi, którzy w nią wierzą, gasi światło, to  jest głupia. SLD taką partią nie jest. Łatwo jest upaść. Ja należę do ludzi, którzy potrafią po takim upadku się podnieść - zapewnił.