W prezydenckich sondażach na prowadzenie wysunęła się przewodnicząca demokratów Tsai Ing-wen - wykształcona na Zachodzie prawniczka. Ma wyraźną przewagę (46 proc.) nad swoim głównym rywalem, Erikem Chou z KMT (22 proc.). Jeżeli Tsai wygra wybory będzie to ewenement w kręgu cywilizacji chińskiej.

 

Liderka szczególnie dba o zachowanie odrębności Tajwanu, dlatego też Pekin nie chce z nią rozmawiać. Stanowi to dla niej szczególny problem, gdyż jeżeli zwycięży, będzie musiała zadbać o dobre stosunki handlowe z Chinami, a przy tym będzie chciała prowadzić politykę niezależności.

 

Wyborcy mają dość obecnych rządów

 

Elektorat Tsai to głownie pogrążeni w niedostatku i krytyczni wobec dotychczasowego rządu Tajwańczycy. Ich niezadowolenia wiążą się z uciekającym do Chin miejscami pracy, niskimi płacami oraz wysokimi kosztami mieszkań.  Na wiece przed wyborami przynosili ze sobą świnki skarbonki, które miałby być symbolem odróżniającym ich od KMT - jednej z najbogatszych partii na świecie, którą popiera ją biurokracja i wielki biznes, który robi interesy z Chinami.

 

Dodatkowo elektorat przedstawicielki DPP jest niechętny integracji wyspy z Chinami, co miało miejsce przez ostatnie osiem lat rządów Kuomintangu. Tsai twardo opowiada się za niezależnością Tajwanu wobec kontynentalnego sąsiada.

 

 

Ostrzeżenia Chin

 

Pekin ostro zareagował na wyniki sondaży przedwyborczych. Chiński minister ds. tajwańskich Zhang Zhijun na początku roku ostrzegał Tsai i jej partię: - Chiny będą niezłomne i twarde jak skała - powiedział w nowy rok chiński minister ds. Tajwanu. - Obyśmy nie docenili wartości pokoju i rozwoju, gdy już je stracimy! - dodał chiński polityk.

 

Dla Chin wygrana DPP może oznaczać pogorszenie współpracy z wyspą. W listopadzie przywódcy Chin i Tajwanu spotkali się pierwszy raz od 1949 roku. Z rozmowy wynikało, że jeśli władzę znów obejmie KMT, Tajwan może liczyć na łaskawość Pekinu. Jednak nie spotkało się to z przychylnymi opiniami wyborców. Większość (80 proc.) Tajwańczyków oceniła to spotkanie za "niekorzystne", a 52,7 proc. za "haniebne".

 

Reakcja Waszyngtonu

 

Perspektywa powrotu tajwańskich demokratów niepokoi również Waszyngton. Amerykańska administracja, która zobowiązała się bronić Tajwanu w razie ataku, obawia się, że wygrana DPP będzie oznaczała otwarcie nowego frontu na Dalekim Wschodzie.

Jednak przyszła prezydent uspokaja Waszyngton, że nie zamierza ogłaszać niepodległości i chce utrzymać obecny stan, czyli faktyczną niezależność od Chin.

 

 

CNBC.com, bbc.com, theguardian.com