Wiceszef KE Frans Timmermans poinformował w środę, że Komisja Europejska postanowiła rozpocząć wobec Polski pierwszy etap procedury mającej na celu przeciwdziałanie zagrożeniom dla państwa prawa. Podkreślił, że celem jest dialog z polskim rządem i wyjaśnienie problemów. Poinformował, że KE przeprowadziła głęboką dyskusję na temat spraw, które wywołały ostatnio obawy o rządy prawa w Polsce; debata ta koncentrowała się przede wszystkim na sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego.

 

- Myślę że to nie jest pożar, myślę że to jest postępowanie, które Komisja Europejska wielokrotnie przeprowadzała w stosunku do różnych państw, tyle tylko że w 2014 roku to sformalizowano - komentowała w czwartek, w rozmowie z Dorotą Gawryluk, premier Beata Szydło. Podkreśliła, że stało się to w momencie "kiedy zajmowano się dosyć intensywnie Węgrami".

 

Zdaniem premier, dotychczasowe opinie na temat naszego kraju "były budowane na postawie niesłusznych i zupełnie nieuprawnionych medialnych doniesień".

 

"Jesteśmy lojalnym członkiem UE i chcemy wyjaśnić wątpliwości"

 

Podkreśliła, że polski rząd "udzieli wszelkich informacji, których Komisja Europejska oczekuje". Zapytana, co w sytuacji, jeśli wyjaśnienia strony polskiej nie wystarczą, zostaną wdrożone kolejne punkty zapoczątkowanej przez KE procedury i dojdzie do zastosowania wobec Polski sankcji, premier odpowiedziała, że "do sankcji na pewno nie dojdzie". - Tym bardziej że Komisja nie ma takich uprawnień. To trzeba by było mówić o tym, że jest w ramach art. 7 Traktatu wprowadzany nadzór. Nie ma takiej w tej chwili zupełnie obawy - powiedziała szefowa rządu.

 

Podkreśliła, że KE ma prawo do sprawdzania i do informacji. - Takie sobie reguły ustanowiła. Jednak są też takie opinie, że Komisja tak na prawdę nie powinna sprawdzać sytuacji wewnętrznej w poszczególnych państwach członkowskich - zaznaczyła. Dodała jednak, że Polska jako "lojalny członek UE chce wyjaśnić wątpliwości, jeśli one się pojawiają".

 

"Każde państwo UE ma prawo do suwerennych decyzji"

 

Premier komentowała też fakt, że 19 stycznia w Parlamencie Europejskim odbędzie sie debata na temat sytuacji w Polsce. - Ja pojadę we wtorek do Strasburga. To jest dobry moment, żeby rzeczywiście przedstawić to, co w Polsce się dzieje - zaznaczyła.

 

 

- Będę podkreślać w PE, w czasie debaty, że Polska - tak jak każde inne państwo Unii Europejskiej - ma prawo do podejmowania suwerennych decyzji, które dotyczą naszej wewnętrznej sytuacji - stwierdziła. Dodała też, że "na pewno nie jest to debata dla niej łatwa". - Po raz pierwszy będę miała okazję wystąpić na takim forum, w takim gremium. Zależy mi na tym, aby to było dobre wystąpienie - powiedziała.

 

Odnosząc się do dzisiejszej rozmowy telefonicznej z szefem PE Martinem Schulzem, Szydło oceniła, że jest ona "dobrym zwiastunem na dobre relacje".

 

"List Ziobry był potrzebny"


Beata Szydło wróciła też do sprawy listu jaki minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wystosował do wiceszefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa. Odpowiedział w nim na jego wcześniejsze zarzuty odnośnie niekonstytucyjności zmian w TK.

 

Premier oceniła, że list Ziobry był potrzebny. - Oczywiście można dyskutować, czy forma nie była zbyt ostra - przyznała. Jednak, jak zaznaczyła, można też dyskutować,  czy wypowiedzi unijnego komisarza Guenthera Ottingera czy wiceszefa KE Timmermansa o Polsce "nie były zbyt ostre".

 

Wyjazdowe posiedzenie klubu PiS


Premier potwierdziła także, że w piątek i sobotę odbędzie się wyjazdowe posiedzenie klubu PiS. Zapowiedziała, że będzie mowa m.in. o założeniach i planach rządu na najbliższe miesiące. W rozmowie z Polsat News szefowa rządu zaznaczyła, że to pierwsze takie posiedzenie klubu w obecnej kadencji.

 

 

- Jesteśmy nowym klubem, chyba ponad 100 osób to są nowi posłowie. Czas się poznać i porozmawiać o ważnych sprawach - powiedziała Szydło. Dodała, że "z ciekawością i dużą uwagą wysłucha uwag swoich koleżanek i kolegów z klubu PiS".