W 2004 roku mężczyzna usłyszał zarzut kierowania gróźb karalnych pod adresem sąsiadów w latach 1998-2003.

 

"Groził, że wysadzi blok w powietrze"

 

- Ubzdurał sobie, że zamordowaliśmy mu żonę - opowiadała reporterce Interwencji jedna z sąsiadek Feliksa Meszki. Inna sąsiadka dodawała: Groził, że nam pokaże, wytruje, załatwi. Powiedział, że wysadzi blok w powietrze, bo jemu już na niczym nie zależy".

 

- Żona zmarła w marcu 1994 roku. Leki pobierała i za dużo wzięła. Miała problemy z zaśnięciem. Zawsze gdy się kładła, to u sąsiadów na górze jakieś stuki były - mówił w programie "Interwencja" Feliks Meszka.

 

>> Zobacz reportaż Interwencji o Feliksie Meszce

 

"Przeróbka instalacji gazowej przy użyciu gwoździ"

 

Za kierowanie gróźb karalnych grozi kara ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do 2 lat. Tymczasem w 2004 roku Sąd Rejonowy w Katowicach  umorzył postępowanie karne i po zasięgnięciu opinii biegłych orzekł o umieszczeniu Meszki w zakładzie psychiatrycznym.

 

- Pan Meszka był uznawany przez swoich sąsiadów za osobę trudną we współżyciu. Pojawiły się informacje o groźbach, o przemocy wobec interweniującego policjanta, pojawiła się informacja związana z samowolną przeróbką instalacji gazowej przy użyciu gwoździ oraz informacje o szmatach nasączonych jakąś substancją - opowiadał Interwencji  Jarosław Gwizdak, prezes Sądu Rejonowego Katowice-Zachód.

 

Pełnomocnik: wiele błędów

 

Pełnomocnik Meszki mec. Piotr Wojtaszak domaga się dla swojego klienta 12 mln zł zadośćuczynienia za 11 lat spędzonych w szpitalu oraz 300 tys. zł odszkodowania za związane z tym straty finansowe, m.in. dewastację opuszczonego przez Meszkę mieszkania. Wniosek w tej sprawie jeszcze we wtorek zostanie przesłany do gliwickiego sądu.

 

W opinii Wojtaszaka, pierwotnym błędem było zawierzenie osobom składającym zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Odnosząc się do opinii lekarzy, którzy uznawali, że może stwarzać on zagrożenie dla innych osób, adwokat podkreśla, że podczas 11 lat pobytu Meszki nie odnotowano takiego zachowania.

 

W opinii pełnomocnika, lekarze wydawali ciągle te same opinie, według których stan pacjenta nie poprawiał się i w związku z tym powinien nadal być leczony. Wojtaszak podkreśla, że każda opinia lekarska musi być poprzedzona osobistym badaniem pacjenta i musi przedstawiać aktualny stan zdrowia. Tak, jego zdaniem, nie było.

 

Sądowemu postępowaniu dotyczącemu Meszki przyglądał się Rzecznik Praw Obywatelskich, który w tej sprawie wniósł kasację do Sądu Najwyższego. 10 listopada SN uwzględnił w całości kasację RPO, uchylił zaskarżone postanowienia i umorzył postępowanie wobec podejrzanego.

 

Feliksa Meszki nawet nie przesłuchano

 

SN potwierdził, że doszło do rażącego naruszenia prawa przez "niezwykle powierzchowne odniesienie się" przez sąd okręgowy do zarzutów zażalenia Meszki na decyzję o umieszczeniu go w zakładzie psychiatrycznym.

 

Według SN sąd II instancji nie zauważył, że sąd rejonowy nie przeprowadził, poza obowiązkowym przesłuchaniem biegłych lekarzy psychiatrów oraz psychologa, jakiegokolwiek postępowania dowodowego, mającego potwierdzić sprawstwo podejrzanego. Sam podejrzany nie został nawet przesłuchany w postępowaniu przygotowawczym.

 

"Nie sposób uznać, aby wypowiadane przez podejrzanego groźby, które nigdy nie weszły w jakąkolwiek fazę realizacji, stanowiły czyn o znacznym stopniu społecznej szkodliwości, uzasadniający bezterminową de facto detencję 78-letniego obecnie człowieka" - uznał SN.

 

Kolega z oddziału Meszki domaga się 14,5 mln zł

 

Mec. Wojtaszak jest też pełnomocnikiem Krystiana Brolla, który w zakładzie psychiatrycznym przebywał ponad 8 lat i teraz domaga się 14,5 mln zł zadośćuczynienia i odszkodowania za bezprawne pozbawianie wolności. To on poprosił swego adwokata, by zajął się sprawą jego kolegi z oddziału. Proces w sprawie Brolla jeszcze nie ruszył.

 

Zobacz reportaż Interwencji o Feliksie Meszce.

 

PAP, Interwencja