Fala uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki, które zalewają Unię Europejską zmuszają do ograniczania strefy Schengen. Duńczycy i Szwedzi przekraczali bez kontroli granicę na moście Oresund od ponad pół wieku, a od 15 lat - wraz z otwarciem granic - mogli to robić również mieszkańcy całej Unii Europejskiej. Od poniedziałku ok. 15 tys. osób, które dziennie przedostają się między obydwoma państwami, muszą przejść kontrolę i pokazać dokument tożsamości.

 

- Ludzie już nazwali to drugim murem berlińskim. To nic dobrego - mówi jeden z mieszkańców Kopenhagi Michael Randropp. - Jest to tymczasowe przywrócenie granic. Nie mamy innego wyjścia - tłumaczy decyzję rządu szwedzki minister sprawiedliwości i migracji Morgan Johansson.

 

Spory rządów państw

 

W poniedziałek na granicy z Niemcami, tymczasowe kontrole wprowadziła natomiast Dania. Rząd w Kopenhadze odpowiedzialność za to posunięcie zrzuca jednak na Szwecję twierdząc, że była to jedynie reakcja na decyzję ich rządu, który kilka godzin wcześniej przystąpił do kontroli dowodów tożsamości na granicy z Danią.

 

- Jesteśmy także zmuszeni przywrócić kontrolę na granicy duńsko-niemieckiej. To wynik decyzji Szwedów i Finów. Inaczej dotrze do nas jeszcze więcej imigrantów - tłumaczy decyzję swojego kraju premier Danii Lars Loekke Rasmussen.

 

Szwedzkiemu rządowi również nie można się jednak dziwić. Od pewnego czasu, tygodniowo wnioski o azyl w ich kraju zaczęło składać aż 10 tys. osób tygodniowo.

 

"Zagrożenie zasady wolnego przepływu osób "

 

W reakcji na krok Danii rzecznik niemieckiego MSZ Martin Schaefer ocenił, że "zagrożone są zasady wolnego przepływu osób w ramach traktatu z Schengen".

 

Decyzje przedstawicieli poszczególnych państw są odpowiedzią na niespotykany dotąd napływ imigrantów do Europy. W zeszłym roku przyjechało tu ponad milion osób.

 

PolsatNews