Policja podała, że ok. godz. 18.50 (godz. 15.20 czasu polskiego) niewielki samochód ciężarowy wyładowany materiałami wybuchowymi eksplodował przy Camp Baron - pilnie strzeżonym osiedlu mieszkalnym przeznaczonym dla cywilnych pracowników organizacji międzynarodowych i międzynarodowej misji wojskowej, reklamującym się jako "najbezpieczniejsze miejsce" w Kabulu. Siła eksplozji wybiła okna w okolicznych budynkach i poważnie je uszkodziła. Według agencji Reutera na razie nie wiadomo, czy ucierpiał któryś z mieszkańców osiedla.

 

Do ataku przyznali się talibowie. W wydanym oświadczeniu ich rzecznik powiedział, że w ataku rannych lub zabitych zostało kilkudziesięciu obcokrajowców. Jednak talibowie wielokrotnie zawyżali bilans ofiar przeprowadzanych przez siebie ataków. Zaledwie kilka godzin wcześniej w tej samej dzielnicy zamachowiec samobójca wysadził się w powietrze przy policyjnym posterunku, ale obyło się bez ofiar.

 

Talibowie nasilili zamachy, odkąd siły międzynarodowe w 2014 r. zakończyły działania bojowe w Afganistanie. Talibowie przyznali się do przeprowadzenia serii ataków na zagraniczne cele w Kabulu i wokół miasta. W piątek napastnik zaatakował francuską restaurację popularną wśród obcokrajowców i zamożnych Afgańczyków, zabijając 12-letniego chłopca i ochroniarza. W sobotę domniemani islamiści zaatakowali indyjską bazę lotniczą Pathankot; zginęło siedem osób, a 20 odniosło obrażenia.

 

Dziś zakończyły się trwające od niedzieli starcia między afgańskimi siłami specjalnymi a grupą bojowników na północy kraju w mieście Mazar-i Szarif, ok. 300 km na północny zachód od Kabulu. Starcia trwały od niedzieli, gdy grupa bojowników zaatakowała konsulat Indii, a następnie zabarykadowała się w budynku obok. Jak poinformowały afgańskie władze, wszyscy napastnicy zostali zabici.

 

PAP