W szkole Wenfang w Sznaghaju każdy dzień rozpoczyna musztra wojskowa. Ideą szkoły jest nie tylko nauczanie, ale i wychowanie, które pomoże w późniejszej pracy. Przybywający tam uczniowie wiedzą, że po zakończeniu edukacji bez problemu znajdą dla siebie zajęcie.

 

- Ludzie wiedzą, że tutaj się uczy, ale także wychowuje. Absolwenci dużo potrafią i są uczciwi. Wielu z nich odnosi sukcesy - twierdzi jeden z uczniów popularnej szanghajskiej szkoły urody, 15-letni Zhu Jie. Podobnie jak Zhu, uważają inni uczniowie. Ich zdaniem wojskowy porządek pozwoli im w przyszłości spełniać się zawodowo.

 

Młodzi Chińczycy szkolą się pod okiem mistrza Chen Hoa. Zaczynał jako wojskowy fryzjer, a dziś ma sieć zakładów kosmetycznych wartą prawie miliard dolarów. Często sam prowadzi wykłady dla swoich uczniów.

 

- Wiem, że na pierwszy rzut oka to dziwne, ale ma to sens. W naszej szkole może nie produkujemy geniuszy, ale gwarantujemy wysoki poziom naszej edukacji - zapewnia Hoa.

 

Chiny to potęga kosmetyczna i mistrz postanowił niedawno otworzyć nową szkołę - chirurgii plastycznej.

 

Mieszkańcy Kraju Środka wydali w ubiegłym roku na zabiegi około piętnastu miliardów dolarów. W tym roku wydadzą o trzy miliardy więcej.  Hitem może być puppet lifting, czyli lifting marionetkowy. Polega on na tym, że pod skórę wsuwa się nitki, które naciągają twarz od wewnątrz.

 

- Pacjenci decydują się na te zabiegi, bo jest to metoda stosunkowo mało inwazyjna. I na efekty nie trzeba długo czekać - przekonuje dyrektorka londyńskiej kliniki Courthouse, dr Amanda Wong Powell.

 

Uczniowie szkoły Wenfang również wierzą w rozkwit medycyny estetycznej. Już nie mogą się doczekać swoich pierwszych klientów w salonach.

 

Polsat News