Po dwóch kolejnych porażkach w lidze, nowy rok "Czarodzieje" rozpoczęli od pewnej wygranej. Zespół Orlando, w którym Gortat rozpoczynał karierę w NBA, najwyraźniej leży obecnej drużynie polskiego środkowego. 

 

W piątek koszykarze ze stolicy wygrali z nim trzeci raz w tym sezonie (poprzednio 88:87 na wyjeździe i 108:99 u siebie) i jedenasty kolejny w ostatnich bezpośrednich konfrontacjach. Z żadnym innym zespołem NBA nie mają tak długiej aktualnej serii sukcesów. Gortat rozpoczął spotkanie znakomicie - od czterech celnych z pięciu rzutów z gry. Po pierwszej kwarcie, wygranej przez gospodarzy 24:21, był najlepszym strzelcem meczu z ośmioma punktami. Później jednak stracił skuteczność w ataku, ale został najlepiej zbierającym spotkania. W obronie zbyt często dawał się jednak ogrywać czarnogórskiemu środkowemu Nikoli Vucevicowi. Łodzianin przebywał na parkiecie 35 minut, trafił pięć z 10 rzutów z gry, zebrał dziewięć piłek w obronie i pięć w ataku, miał także dwie asysty, przechwyt, blok, stratę i jeden faul. W ekipie Wizards, wciąż bez kontuzjowanych Bradleya Beala, Brazylijczyka Nene i Gary'ego Neala, sześciu graczy miało dwucyfrowe zdobycze punktowe, a trzech uzyskało double-double.

 

Z dorobkiem 15 zwycięstw i 16 porażek Wizards pozostają na 11. miejscu w Konferencji Wschodniej. 

 

W niedzielę także we własnej hali spotkają się z innym zespołem z Florydy - Miami Heat, z którymi wygrali cztery ostatnie spotkania.

 

PAP