- Istotą projektu jest przywrócenie obowiązku szkolnego dla dzieci siedmioletnich i przyznanie rodzicom prawa do decydowania o edukacji swoich dzieci, a także wzmocnienie roli kuratora oświaty. Realizację tego programu zapowiedziała w ciągu 100 dni zapowiedziała premier Beata Szydło - mówił Zbigniew Dolata z PiS.

 

- Platforma i PSL forsowały objęcie sześciolatków pod pretekstem wyrównywania szans - przypominał i dodał, że prawdziwy powód wprowadzenia ustawy o sześciolatkach to ratowanie systemu emerytalnego.

 

- Obowiązkowi szkolnemu podlegają dzieci siedmioletnie, a rodzice mogą zdecydować o wysłaniu do szkoły sześciolatka. Dotyczy to całego rocznika. Wobec proponowanych zmian w trakcie pracy w komisjach właściwie nie było merytorycznych głosów krytyki. Były mgliste wizje chaosu. Wygłaszały je osoby z poprzedniego układu rządzącego, które w chaosie nie miały sobie równych - dodał Dolata.

 

Krytyka "dobrej zmiany"

 

W miejsce obowiązku przedszkolnego dla pięciolatków wprowadzone ma zostać prawo dzieci pięcioletnich do wychowania przedszkolnego. Utrzymane zostanie też prawo do wychowania przedszkolnego dla dzieci czteroletnich.

 

Takie rozwiązania z mównicy sejmowej krytykowała Joanna Kluzik-Rostkowska z PO. - To zmiana dewastująca polski system edukacji, tzw "dobra zmiana", która w ostatnich miesiącach stała się własną karykaturą. Ustawa dotknie dzieci wychowujące się w warunkach gorszych, niż przeciętne. Tam, gdzie dzieci wyrastają w trudnych warunkach, odsunięcie edukacji o rok może zaważyć o całym życiu - mówiła była minister edukacji.

 

Kluzik-Rostkowska skrytykowała sytuację, "w której dzisiaj będące dzieci w przedszkolu mają być drugi rok w tej samej klasie w przedszkolu". - W tej dobrej zmianie proponujecie, żeby dzieci powtarzały rok. Po co? - pytała posłanka.

 

- Trzecia dobra zmiana to propozycja tak kuriozalna, że myślałam, że to żart. Chcecie, żeby dziecko zostało na drugi rok w tej samej klasie, nawet jeśli ma bardzo dobre wyniki. Ja sobie nie wyobrażam, żeby ktoś odpowiedzialny się pod tym podpisał. Czy państwo zdają sobie sprawę z konsekwencji emocjonalnych? - kontynuowała Kluzik-Rostkowska. - Niepotrzebnie narażacie dzieci i nauczycieli wczesnoszkolnych, którzy nie będą mieli co robić.

 

"Interesy partyjne"

 

Tempo prac nad ustawą skrytykował Andrzej Maciejewski z klubu Kukiz'15. - Projekt ustawy wniesiono 9 grudnia, a 14 grudnia skierowano go już do pierwszego czytania w komisjach. PiS zależy na jak najszybszym odfajkowaniu jednego z postulatów wyborczych. Partyjne interesy wygrywają z rozsądkiem, a Prawo i Sprawiedliwość wchodzi w buty krytykowanej nie tak dawno za jakość i brak konsultacji społecznych Platformy Obywatelskiej. Związek gmin wiejskich RP jest przeciwny projektowi ustawy, związek powiatów polskich jest również przeciwny projektowi ustawy - mówił Maciejewski.

 

Poseł zauważył, że przy obecnym kształcie ustawy samorządy stracą finansowo i musi to ulec zmianie. Na ten moment zapowiedział, że jego klub wstrzyma się od głosu.

 

"14 stron poprawek"

 

Projekt krytykowała także Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej. - Ten projekt jest pisany na kolanie. Znowu przez grupę posłów, żeby przyspieszyć pewne rzeczy, których się nie powinno przyspieszać. O edukacji trzeba rozmawiać spokojnie, bo rodzi ona długofalowe skutki. źle się stało, że projekt, który liczy 35 stron, już na etapie pierwszego czytania musiał być wyposażony w 14 stron poprawek przez wnioskodawców. Świadczy to jak najgorzej o jego jakości. To kolejny projekt bez konsultacji społecznych. Opinie, które do nas dotały, są jak najgorsze - powiedziała posłanka.

 

- Odrzucenie wniosku o wysłuchanie publiczne jest lekceważeniem opinii społeczeństwa - dodała.

 

- Błędem ustawy jest to, że dzieci pięcioletnie przestają być objęte obowiązkową edukacją. Światowe badania wskazują, że czym wcześniej dziecko trafi do systemu edukacyjnego, tym większe czyni postępy i lepiej w przyszłości odnajduje się na rynku edukacyjnym i pracy - kontynuowała Lubnauer.

 

Posłanka za błąd uznała także pośpiech przy wprowadzaniu ustawy i brak badań, które mówiłyby, jak wiele trzylatków nie znajdzie opieki i jak wielu rodziców będzie musiało korzystać z prywatnych przedszkoli. - Kiedy sześciolatki wrócą do przedszkoli, ten problem będzie tylko narastał - tłumaczyła.

 

Sawicki: kolanowe stanowienie prawa

 

- Cały zamysł tej ustawy nie koresponduje z programami historycznymi. Ja pamiętam, jak w 2005 roku PiS chciało wprowadzić wcześniejszy obowiązek szkolny. Jestem przekonany, że gdyby przez głupotę nie przerwało własną kadencję w 2007 roku, to ten obowiązek do 2009 roku byłby wprowadzony - mówił  Marek Sawicki z PSL.

 

- Potem, kiedy przygotowywaliśmy się tej zmiany przez okres 10 lat i być może nie wszystko było dograne, PiS pod wpływem opinii państwa Elbanowskich i grupy rodziców zdecydowało się skorzystać z populistycznej kładki i z tej drogi reformowania zejść - zauważył.

 

- Martwi mnie pośpiech i kolanowe stanowienie prawa. To, co emanuje ze zmian, to centralizacja. Niedowierzanie samorządom - mówił Sawicki.

 

Zmiany w szkolnictwie

 

Celem proponowanej przez PiS nowelizacji ustawy o systemie oświaty jest przywrócenie obowiązku szkolnego od 7. roku życia. Ma ona również wprowadzić roczny okres przygotowania przedszkolnego dla dzieci 6-letnich. Na wniosek rodziców ich dziecko ma mieć możliwość rozpoczęcia edukacji szkolnej od 6 roku życia.


Pojawi się także możliwość kontynuacji nauki w I klasie szkoły podstawowej w roku szkolnym 2016/2017 dla dzieci, które w roku szkolnym 2015/2016 rozpoczęły edukację jako 6-latki. Ta możliwość będzie zgodnie z projektem dostępna na wniosek rodziców.

 

Nowela przewiduje również możliwość odroczenia obowiązku szkolnego w przypadku dzieci posiadających orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego do 9 roku życia. Kolejna zmiana zawarta w noweli to przesunięcia terminu przekształcenia oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych w przedszkola z 1 września 2016 r. na 1 września 2019 r.

 

Projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty, który m.in. wprowadzi obowiązek szkolny dla 7-latków, wpłynął do Sejmu 9 grudnia. 14 grudnia został skierowany do pierwszego czytania w komisjach, które odbyło się 22 grudnia. Następnie komisje  edukacji, nauki i młodzieży oraz samorządu terytorialnego i polityki regionalnej rozpoczęły prace nad nim. 22 grudnia komisja opublikowała sprawozdanie z pracami nad projektem.

 

Minister broni ustawy

 

Po pytaniach od parlamentarzystów w obronie projektu stanęła minister edukacji narodowej Anna Zalewska. - Najbardziej wolnościowej ustawy nie rozumie Nowoczesna - jestem zdziwiona. Nikt nikomu w tej ustawie nie zakazuje. Dajemy wolność, przewidujemy najróżniejsze sytuacje. Chcemy wspierać rodziców, dzieci, nauczycieli i organy prowadzące - mówiła szefowa resortu.

 

Zalewska wyjaśniła także, dlaczego omawiany dokument to projekt poselski. - Żeby zdążyć z podstawami programowymi, żeby dyrektor wiedział, jak zaplanować rytm szkolny. Nie jak dzisiaj, że w świetlicach mamy po 200 osób, a w poziomie mamy 17 klas. Gratuluję takich rozwiązań. Cytujecie badania, ale tylko fragmenty, które chcecie - atakowała szefowa MEN.

 

Zalewska broniła także sposobu przygotowywania projektu ustawy. - Mówicie państwo o braku konsultacji społecznych, a one trwają od kilku lat. Posłowie Zjednoczonej Prawicy, mając do dyspozycji projekt obywatelski, w ostatnich tygodniach w swoich biurach rozmawiali o tym projekcie. Na swoich stronach internetowych umieszczali informacje, zbierali je. Byli w szkołach, przedszkolach, rozmawiali z dyrektorami i pedagogami - wyliczała.

 

Zalewska zapewniła także, że jej rząd jest zwolennikiem wolności w kwestii edukacji domowej, ale obecny system prowadzi do nadużyć i musi zostać zmieniony. - Jesteśmy zwolennikami wolności edukacji domowej, ale uszczelnimy system i zabezpieczmy subwencje, aby trafiały do tych, którzy w tej edukacji funkcjonują - zapowiedziała.

 

- Proszę o nieepatowanie sformułowaniami o powtarzaniu klasy - zaapelowała także minister. - To jest projekt rodziców, to oni pytają państwa, czy państwo zapytali, jak w tej chwili czuje się dziecko, które cierpi. Nie chce iść do szkoly, płacze, bo nie jest gotowe - stwierdziła.

 

polsatnews.pl, PAP