Nowa lista leków refundowanych ma wejść w życie 1 stycznia 2016 roku. Według osób po przeszczepach, brak na niej niektórych leków immunosupresyjnych i przeciwwirusowych, co oznacza, że nie będą one już refundowane. Na liście nie znalazły się m.in. dwa powszechnie stosowane specyfiki - Prograf i Volcyte. Pacjenci będą musieli więc płacić za nie pełną kwotę, a różnica w cenie jest ogromna. Za każdy z obu leków dotychczas płacono 3,2 zł; po 1 stycznia będą kosztowały: Prograf -159,09 zł, Volcyte - 1417,5 zł.

 

 

 

Immunosupresanty to leki, które obniżają odporność organizmu tak, aby nie odrzucił przeszczepu, uznając, że to ciało obce. Dlatego pacjent musi zażywać też leki antywirusowe. Oba rodzaje leków przyjmuje się dożywotnio.

 

"Ceny leków miały nie rosnąć"


Pacjenci po przeszczepach zareagowali natychmiast. W mediach społecznościowych powstał profil "Leki po przeszczepach muszą być darmowe", który w ciągu paru dni polubiło blisko tysiąc osób.

 

Opublikowano na nim apel do ministra zdrowia, w którym pacjenci przypominają, że podwyżkę wprowadzono "pomimo zapewnień ministerstwa, że ceny leków nie wzrosną" i zwracają uwagę, że "obciążenie finansowe związane z zakupem leku przerzucane jest w coraz większym stopniu na pacjenta, który nie jest chory z własnej winy". Cały apel dostępny na profilu "Leki po przeszczepach muszą być darmowe".

 

 

Piszcie do POSŁÓW - Pani Poseł Agnieszka Ścigaj - Poseł na Sejm RP już obiecała POMÓC...

Posted by Leki po przeszczepach muszą być darmowe on 27 grudnia 2015


Ministerstwo zdrowia zapewnia, że dwa specyfiki, które nie znalazły się na liście leków refundowanych mają swoje zamienniki. - I to są bardzo dobre zamienniki - przekonywała polsatnews.pl Milena Kruszewska, rzecznik ministerstwa zdrowia. Wszelkie wątpliwości miał też rozwiać obszerny komunikat resortu w tej sprawie.

 

"Zamienniki są tańsze i bezpieczne"


Ministerswo argumentuje, że zmiana cen związana była z "wprowadzeniem do refundacji tańszych odpowiedników dwóch leków (Valcyte i Prograf), których cena była dotychczas najkorzystniejsza dla płatnika (czyli NFZ)".

 

"Oznacza to, że NFZ zapłaci mniej niż dotychczas za najtańsze, bezpieczne i skuteczne leki zawierające wymienione powyżej substancje czynne” - głosi komunikat.


- To jest największe przekłamanie. To nie są te same leki - oburza się Adam Tkocz, pacjent, który przeszedł dwa przeszczepy nerki. - Nawet lekarze nie zalecają nam zamienników. To nie aspiryna - zauważa w rozmowie z polsatnews.pl.

 

Leku nie można zamienić z dnia na dzień


Sceptyczny wobec propozycji resortu zdrowia jest transplantolog dziecięcy prof. Piotr Kaliciński, szef Kliniki Chirurgii Dziecięcej i Transplantacji Narządów CZD w Warszawie, cżłonek Krajowej Rady Transplantacyjnej przy ministerstwie. Przypomina, że nie można leku zamienić z dnia na dzień. 

 

- Trzeba wykonać dodatkowe badania określające stężenie leku we krwi - wyjaśnia. Jest to niezbędne do ustalenia odpowiedniej dawki zamienników. Tymczasem nowa lista leków refundowanych wchodzi w życie za kilka dni i pacjenci nie mają szans, by takie badania przeprowadzić.


Lekarze rozumieją więc, że chorzy mogą się bać. - Zastosowanie zamienników może wiązać się nawet z odrzuceniem przeszczepu. To może więc być dla nas bardzo kosztowne - stwierdził rozgoryczony Adam Tkocz.

 

Rodziców nie będzie stać na leczenie


Prof. Piotr Kaliciński zwraca też uwagę na inny problem, okazuje się bowiem, że na liście leków refundowanych zabrakło leków przeciwwirusowych dla dzieci po przeszczepach. - Budzi to niepokój. W przypadku dzieci nie było badań na pełną równoważność zamienników - podkreśla.

 

Transplantolog zwraca też uwagę, że wśród zamienników zabrakło leków  w postaci syropu. - Dziecko nie połknie wielkiej tabletki - zauważył.

 

Jego zdaniem, nowa lista leków refundowanych spowoduje, że rodziców nie będzie stać na dopłacanie do leków kilkuset złotych miesięcznie, co spowoduje, że dzieci w wieku do 5 lat będą trafiały do szpitali, a więc zmiana nie przyniesie żadnych oszczędności. 

 

- A nawet będzie kosztowała wielokrotnie więcej - stwierdza prof. Kaliciński.