Sala modlitw muzułmanów została zaatakowana w odwecie za atak w nocy z czwartku na piątek na policjantów i strażaków wezwanych do pożaru, o dokonanie którego podejrzewani są przedstawiciele społeczności arabskiej. Według francuskich mediów strażacy zostali zaskoczeni przez niezidentyfikowanych "zakapturzonych młodych ludzi", uzbrojonych w metalowe pręty i kije bejsbolowe. Dwóch strażaków i policjantów zostało rannych.

 

"Nie jesteśmy zbirami, nie jesteśmy rasistami!"

 

Demonstranci unikali biednej dzielnicy Ajaccio, zamieszkanej przez imigrantów, gdzie w piątek miał miejsce atak na salę modlitewną. Według portalu BBC News protestowano w innych rejonach miasta. Demonstranci odrzucali oskarżenia o to, że ich protest ma rasistowski charakter. Podczas wiecu wielokrotnie padało m.in. hasło: "Nie jesteśmy zbirami, nie jesteśmy rasistami!".

 

Francuski rząd potępił zarówno protesty, jak i atak na salę modlitw, w której częściowo spalono Koran. Premier Francji Manuel Valls uznał to za "profanację nie do przyjęcia". Atak potępiła również Francuska Rada Kultu Muzułmańskiego.  Christophe Mirmand dodał, że hasła jakie padały podczas rozpoczętych następnie manifestacji są "szokujące i można je zakwalifikować jako podżeganie do nienawiści na gruncie ksenofobii".

 

Korsyka jest integralną częścią Francji od 1768 roku, ale cieszy się szeroką autonomią. Niedawno odbyły się we Francji wybory regionalne. Na Korsyce wygrali je przedstawiciele nacjonalizmu francuskiego w wersji korsykańskiej, czyli zwolennicy powrotu do debaty na temat niepodległości wyspy.

 

 

 

 

polsatnews.pl, Reuters, PAP