Joe Kohlhofer swoje poranne pasmo rozpoczął od... zabarykadowania się w studiu. Zastawił szklane drzwi wejściowe drewnianym krzesłem i poinformował współprowadzącą Patricię Jordan, że dzisiaj pracuje sam.

 

Kobieta mogła tylko obserwować, jak Kohlhofer odbiera telefony od widzów zmęczonych piosenką, która leciała zapętlona przez niemal dwie godziny.

 

Według austriackich mediów Kohlhofer poddał się dopiero wtedy, kiedy usłyszał na linii swoją czteroletnią córkę. Powiedziała mu, że nie lubi tej piosenki.

 

Dyrektor programowy stacji Tommy Schmid powiedział w rozmowie z gazetą "Kurier", że prowadzącego mogą spotkać "konsekwencje", a Kohlhofer z nikim nie konsultował swojego zachowania. Z drugiej strony, pieczołowity sposób, w jaki nagrano całe zajście, może sugerować, że to tylko zaplanowana akcja reklamowa.

 

 

polsatnews.pl