Lider ludowców odniósł się do pierwszego posiedzenia Rady Dialogu Społecznego, na które został zaproszony. - Dziękuję jednak za zaproszenie, to dla nas historyczny moment. Było trochę uszczypliwości, że zamieniliśmy sie miejscami z Piotrem Dudą. Przedtem ja prowadziłem komisję trójstronną, on protestował, dziś ja protestuję, a on prowadzi Radę Dialogu Społecznego. Takie czasy, trzeba się przygotować - mówił Kosiniak-Kamysz.

 

Według polityka, działania Prawa i Sprawiedliwości nie zagrażają jedynie Trybunałowi Konstytucyjnemu, ale i "podstawowym prawom i wolnościom obywatelskim". - To jest niewątpliwie jednak dla sporej grupy zaskakujące. To ta niepewność, która towarzyszy coraz większej liczbie Polaków, co wydarzy się następnego dnia - tłumaczył Kosiniak-Kamysz. - My wciąż nie wiemy, czy będzie dyskutowana ustawa o Trybunale Konstytucyjnym. Jest wtorek wieczór, a może się zdarzyć,  że jutro rano bedzie posiedzenie komisji i pierwsze czytanie bez otrzymania druków i bez możliwosci rzetelnego przygotowania się - dodał.

 

"Likwidacja PSL"

 

W opinii przewodniczącego klubu parlamentarnego PSL zachowanie partii rządzącej, która odmówiła ludowcom miejsca w prezydium Sejmu, jest wyrazem niechęci do tej partii, a działania były "skierowane na likwidację PSL". - Zakneblowanie ust, chęć uniemożliwienia wypowiedzi. Wbrew temu, co mówił prezydent Duda, że parlament do miejsce do dyskusji - powiedział. Pytany, dlaczego właśnie PSL ma być celem PiS, stwierdził, że być może partia Jarosława Kaczyńskiego postrzega ludowców jako najwieksze zagrożenie w walce o polską wieś. - Widzimy, że obietnic było wiele, dzisiaj premier też emocjonalnie mówiła (w Sejmie - przyp. red.) o dobrej zmianie. Chyba jej nie ma, skoro po miesiącu rządów PiS prezes Kaczyński potrafił zjednoczyć prawie całą opozycję. Bardzo różną, przecież my mamy tyle różnic z Nowoczesną - zauważył, ale dodal jednocześnie, że obie partie łączy wspólny mianownik, czyli "polska racja stanu".

 

Polityk zauważył również, że politycy PiS na razie nie realizują swoich obietnic. - Zająłbym się ustawami typu 500+ i innymi ustawami społecznymi, tylko ich nie ma. Rada Dialogu Społecznego wieloma ustawami nie może się zająć, bo na razie trafiają projekty poselskie. (...) 500 zł na dziecko jest konsultowane i to jeszcze potrwa. Myślę, że wielu Polaków liczyło, że to wejdzie natychmiast.- stwierdził.

 

Skąd pieniądze na plany rządu

 

Według premier Beaty Szydło wszystkie obietnice, o których mówiła w trakcie kampanii wyborczej, da się sfinansować dzięki podatkom od banków i hipermarketów oraz uszczelnieniu systemu VAT-owskiego. Kosiniak-Kamysz nie jest przekonany, że jest to możliwe. - Nie sądze, żeby wszystkie obietnice tymi zabiegami udało się zrealizować. Może to wystarczyć np. tylko na 500 zł na dziecko. To bardzo poważna obietnica sięgająca kilkunastu miliardów złotych rocznie - tłumaczył.

 

- A co z kwotą wolną od podatków, darmowymi lekami dla seniorów i wieloma innymi obietnicami? Co z wielkim wyzwaniem rynku pracy, podnoszeniem pensji, również w administracji? Pomysłów nie brakowało, tylko pytanie, czy będą na to pieniądze, i czy nie zapłacimy za to wszyscy. Będziemy to sprawdzać, ale projektów jeszcze nie ma. Od kilku tygodni zajmujemy się Trybunałem - podsumował.

 

Polsat News