Zdecydowanym faworytem spotkania według bukmacherów były Węgierki. Brązowe medalistki mistrzostw Europy z 2012 roku miały na koncie m.in. pewne zwycięstwo w grupie nad gospodyniami turnieju Dunkami.

 

Fantastyczny początek

 

W piątej minucie Polki prowadziły 3:2, a autorką wszystkich trafień była kapitan drużyny Karolina Kudłacz-Gloc (na zdj.). Po dwóch udanych kontratakach zakończonych golami Moniki Stachowskiej i Kudłacz-Gloc biało-czerwone prowadziły w 11. minucie 6:3.

 

Węgierkom nie pomogło nawet to, że Kudłacz-Gloc dostała dwie minuty kary. Polki seriami zdobywały bramki. Po kwadransie gry wygrywały 10:4. Wówczas trener rywalek poprosił o czas. Jego uwagi przyniosły skutek.

 

Niemoc biało-czerwonych

 

Od 18. minuty Węgierki panowały na boisku. Przy stanie 11:8 dla Polski doszło do groźnie wyglądającego zderzenia Kudłacz-Gloc z Zsuzsanną Tomori, po którym tę drugą zniesiono na noszach poza plac gry.

 

Nie przerwało to dobrej passy rywalek, które w 23. minucie przegrywały już tylko 10:11, a po chwili wyszły na prowadzenie. W sumie biało-czerwone między 18. a 29. minutą nie zdobyły bramki tracąc w tym czasie osiem. Na przerwę schodziły przegrywając 13:14.

 

Druga połowa rozpoczęła się od udanych interwencji Wysokińskiej, co jednak nie szło w parze z udaną grą w ataku. Polki zdołały przejąć inicjatywę dopiero w 39. minucie spotkania. Zdobyły cztery gole z rzędu i objęły prowadzenie 18:17. Od tej pory wynik oscylował wokół remisu.

 

Popis Kudłacz-Gloc i Wysokińskiej

 

W końcówce po raz kolejny w tym turnieju sprawy w swoje ręce wzięła Kudłacz-Gloc. Po jej dwóch efektownych akcjach Polska prowadziła 24:22. Później oba zespoły grały bardzo nerwowo i popełniały proste błędy w ataku. W 55. minucie Węgierki zmniejszyły stratę do jednej bramki (23:24). Taki wynik utrzymał się do końcowej syreny. Ogromna w tym zasługa Anny Wysokińskiej, która odbiła kilka groźnych rzutów, ostatni na 20 sekund przed końcem meczu.

 

PAP