Po trudnych zwycięstwach nad znacznie niżej notowanymi Kubą i Chinami polscy kibice z niepokojem oczekiwali na spotkanie z brązowymi medalistkami mistrzostw Afryki. Obawy były uzasadnione. Pierwsza połowa była w wykonaniu Polek słaba, a druga niewiele lepsza. reprezentantki Angoli grały nielubianą przez naszą reprezentację wysuniętą obroną. Jednak od Polek, czwartej drużyny poprzednich mistrzostw świata, można się było spodziewać czegoś więcej.

 

Już po 10. minutach rywalki wygrywały 7:2. Największe spustoszenie siała Natalia Bernardo, która między 4. a 20. minutą zaliczyła 7 trafień. W bramce trudną zaporą dla naszych okazała się Cristina Branco. Jeszcze dwie minuty przed przerwą Angolki wygrywały 15:10. Ostatecznie pierwsza połowa skończyła się rezultatem 15:12.

 

Nerwowa końcówka

 

Po zmianie stron Polki z animuszem wzięły się za odrabianie strat. Wyróżniała się Agnieszka Kocela, która szybko zdobyła trzy bramki. W 37. minucie po trafieniu Karoliny Kudłacz-Gloc był już remis (17:17), a dwie minuty później biało-czerwone odzyskały prowadzenie (19:18). Dwa z rzędu gole młodej Anety Łabudy doprowadziły do stanu 22:20 w 42. minucie. Wtedy jednak znów gra Polkom przestała się kleić.

 

Przez ostatnie pięć minut było bardzo nerwowo. Obie drużyny zdobywały gola za golem. Znów na zmianę były: remis lub jednobramkowe prowadzenie Polek. Minutę przed końcem Kocela trafiła na 29:27, a po chwili Weronika Gawlik obroniła rzut rywalki i zdobyliśmy dwa punkty.

 

Jak dzieci we mgle

 

- To był ważny mecz, z kolejnym niewygodnym przeciwnikiem, grającym egzotycznie, bardzo szybko. Przegrywałyśmy proste sytuacje jeden na jeden. Popełniałyśmy błędy wynikające z ich agresywnej obrony - powiedziała po meczu Karolina Kudłacz-Gloc, autorka czterech bramek dla biało-czerwonych. - Możemy grać dużo lepiej. Za szybko chciałyśmy dochodzić do czystych pozycji - dodała reprezentantka naszego kraju.

 

- Widać, że ta "egzotyczna" piłka ręczna nam nie leży. Trudno nam się przeciwstawić tym niezwykle szybkim zawodniczkom i to jest nasz największy problem. Gdybyśmy wiedziały, co jest nie tak, to przełamałybyśmy naszą niemoc już w dziesiątej minucie. Niby przed meczem na papierze wiemy, co mamy robić, a tymczasem wychodzimy na boisko i zachowujemy się, jak dzieci we mgle - dodała obrotowa reprezentacji Patrycja Kulwińska. 

 

Ćwierćfinał planem minimum

 

Wcześniej Polki wygrały z Kubankami 27:22, uległy Szwedkom 30:31 i pokonały Chinki 29:24. Na zakończenie fazy grupowej zmierzą się w piątek z Holenderkami. Dzięki dzisiejszej wygranej biało-czerwone zapewniły sobie awans do 1/8 finału mistrzostw świata. Przed turniejem trener Kim Rasmussen mówił, że planem minimum jest awans do ćwierćfinału mistrzostw.

 

PAP