"Czarodzieje" niespodziewanie wygrywając z Cavaliers, którzy  są liderami Konferencji Wschodniej, przerwali serię czterech kolejnych porażek. Przy okazji zakończyli passę zwycięstw "Kawalerzystów" w Quicken Loans Arena, którzy do wtorku wygrali tu wszystkie dziewięć spotkań.

 

Niepokonani we własnej hali pozostają w lidze już tylko broniący tytułu i śrubujący rekordy Golden State Warriors (10-0) oraz San Antonio Spurs (9-0).

 

Wygrana Wizards, którzy zaprezentowali się najlepiej w tym sezonie, z finalistą poprzednich rozgrywek NBA była jak najbardziej zasłużona. Podopieczni trenera Randy’ego Wittmana ani razu nie pozwolili rywalom wyjść na prowadzenie, od początku dyktując warunki i kontrolując wynik. Rywale nie mogli sobie poradzić z ich szybką i skuteczną grą, w której starali się zdobywać jak najwięcej punktów z kontrataków.

 

Ważną rolę w drużynie gości odegrał Gortat, który był jej trzecim strzelcem i najlepiej zbierającym oraz najlepiej blokującym spotkania.

Polak przebywał na parkiecie 33 minuty, trafił siedem z 10 rzutów z gry i jeden z dwóch wolnych, zebrał 11 piłek w obronie, miał cztery bloki (osiągnięcia w tych dwóch ostatnich elementach to jego rekordy sezonu), przechwyt, zanotował trzy straty i popełnił pięć fauli. Uzyskał 150. double-double w karierze, licząc sezon zasadniczy i play off.

 

Bardzo dobrze wypadł również John Wall, słabiej spisujący się w ostatnich meczach. Tym razem zdobył 35 punktów (najwięcej w sezonie) oraz zanotował 10 asyst i po pięć przechwytów i strat. Bradley Beal dodał 18 pkt i 9 zb., a Jared Dudley, który drugi kolejny mecz rozpoczynał w wyjściowej piątce - 12.

 

W drużynie gospodarzy wyróżnili się LeBron James - 24 pkt i 13 zb., Australijczyk Matthew Dellavedova - 15 pkt i J.R. Smith - 13 pkt. Zawiódł natomiast Kevin Love (tylko 8 pkt, 2/10 z gry).

 

"Czarodzieje", wyjątkowo skoncentrowani i energiczni, już na początku spotkania zaskoczyli rywali szybką i skuteczną grą. Po dwóch i pół minutach prowadzili 10:0. Gospodarze zdołali wyrównać na 14:14 w połowie kwarty, ale był to jedyny remis w tym spotkaniu. Po wsadzie Gortata koszykarze z Waszyngtonu odzyskali prowadzenie i już go nie oddali.

 

31-letni łodzianin znakomicie rozpoczął spotkanie. W pierwszej kwarcie, wygranej przez jego zespół 27:24, ani na chwilę nie usiadł na ławce i był najlepszym graczem na parkiecie.

 

W tym czasie zablokował pod własnym koszem rosyjskiego środkowego Timofieja Mozgowa, Jamesa oraz dwukrotnie Dellavedovę, zdobył 10 punktów, trafiając pięć z siedmiu rzutów, miał cztery zbiórki, wymusił faul w ataku Tristana Thompsona i wygrał sporną piłkę pod własnym koszem, sprytnie zbijając ją do Beala, który pobiegł do zakończonego faulem i punktami kontrataku.

 

W kolejnych kwartach Wizards, prowadzeni przez Walla i Beala, powiększali prowadzenie, które przed przerwą wzrosło do 14 punktów (52:38), a w połowie trzeciej kwarty różnica wynosiła nawet 22 pkt (69:47). Rywale, którzy popełnili we wtorek 19 strat (goście 12), w końcowych minutach meczu zdołali zbliżyć się na dziesięć punktów (95:85).

 

Gortat nadal dominował w walce o zbiórki w obronie. W czwartej odsłonie dość szybko jednak popełnił piąty faul i długi jej fragment przesiedział na ławce, ale gdy wrócił na boisko skutecznie utrudniał rywalom atakowanie obręczy. W dwóch kolejnych akcjach zagrodził drogę do kosza i uniemożliwił skuteczny rzut Jamesowi, gdy ten liczył jeszcze na odwrócenie losów spotkania.

 

Zwycięzcy mieli w tym meczu 47 procent skuteczności z gry, podczas gdy pokonani - 34.

 

Wizards, mający obecnie bilans 7-8, wkroczyli w bardzo intensywny okres - rozegrają osiem spotkań w ciągu 12 dni. Już w nocy ze środy na czwartek podejmą Los Angeles Lakers, w piątek spotkają się z Phoenix Suns, w niedzielę - również na własnym parkiecie - z Dallas Mavericks, a w poniedziałek zagrają z Miami Heat na wyjeździe. Kolejne mecze czekają ich 9 grudnia z Houston Rockets u siebie oraz 11 grudnia z New Orleans Pelicans i 12 grudnia z Dallas (oba na wyjeździe).

 

PAP